The Holocaust in the Galician Oil Belt

Kategorie: Retter (Seite 1 von 3)

People who saved the lives of Jews during the Holocaust. Most of them are honoured as Righteous among the Nations
Retter jüdischer Menschen während des Holocaust. Die meisten, aber nicht alle wurden als Gerechte unter den Völkern anerkannt

Hilde Berger – odcinek 3 [PL]

ODCINEK 3 (1939-1945)

Podczas sowieckiej okupacji Borysławia

Teraz Hilde Berger była w Polsce. Ale chciała wyjechać z Polski za granicę, w której widziała ratunek. Ale wszystko potoczyło się inaczej. Najpierw w Gdyni próbowała zdobyć paszport przy pomocy Centrum Społeczności Żydowskiej. Kiedy dowiedziała się, że może otrzymać paszport również w Galicji, udała się do Borysławia, do rodziców i starszej siostry, których nie widziała od ponad dwóch lat. Zamieszkała z rodzicami na ulicy Łukasiewicza 26 w Borysławiu. W Drohobyczu złożyła wniosek o pozwolenie na pobyt i paszport, ale czekała na to na próżno tygodniami.

Przez kuzynów zetknęła się z nielegalną grupą komunistyczną w Borysławiu – została przedstawiona jako „Berlinka“, która przebywała w więzieniu w Niemczech. Na spotkaniach pytano ją, jak to się mogło stać, że w Niemczech, kraju o najsilniejszym ruchu robotniczym, do władzy doszli narodowi socjaliści. Hilde krytykowała socjaldemokratów, ale także politykę komunistów, którzy widzieli największego wroga w „socjalistycznych faszystach“ (czyli socjaldemokratach). Dlatego została przezwana „Odszczepieniec“. Wkrótce potem ogłoszono niemiecko-rosyjski pakt o nieagresji. Podczas gdy grupa komunistyczna w Borysławiu broniła rzekomo pokojowej polityki Stalina, Hilde krytykowała rosyjskie poparcie dla działań wojennych Hitlera – ale była w tej krytyce osamotniona. Instynktownie jednak – na swoje szczęście, ukryła członkostwo w opozycji trockistowskiej .

Na początku września 1939 r. było już za późno na opuszczenie Polski: wojska niemieckie zajęły Galicję, potem na krótko się wycofały, by po kilku dniach powrócić. Kiedy Niemcy odeszli w ich miejsce wkroczyły wojska sowieckie. Miejscowi komuniści entuzjastycznie powitali Armię Czerwoną organizując demonstrację, z pieśniami, transparentami i kwiatami. Entuzjazm u wielu szybko ustąpił miejsca wielkiemu rozczarowaniu: „Życie pod rosyjską okupacją było ciężkie i ponure. Wprowadzono ścisłą dyscyplinę pracy. Jeśli pracownik spóźnił się trzy razy, został zwolniony. Na zebraniach zakładowych pracownicy domagali się lepszych ubrań roboczych i bardziej humanitarnych warunków pracy, ale osoba, którą wybrali na rzecznika, została aresztowana i nigdy więcej jej nie zobaczono. Wkrótce nie było nikogo, kto odważyłby się zająć tak elementarnymi sprawami, które w krajach kapitalistycznych były częścią normalnych żądań związków i były uważane za uzasadnione powody strajków. Inżynierowie z Baku przywieźli swoje rodziny. Rosjanie byli zdumieni „wysokim“ poziomem życia polskich robotników. Kiedy przychodzili do ich domów, myśleli, że są „burżuazyjne“. Nawet niektórzy miejscowi komuniści wkrótce byli rozczarowani niskim poziomem Rosjan„. (Historia życia Hilde Berger, w: Hesse, s. 38)

Aby zdobyć znaczki żywnościowe, co najmniej jeden członek rodziny musiał pracować. Komunista Rattner, jako asystent rosyjskiego dowódcy miasta, był odpowiedzialny za przydzielanie pracy. To on wcześniej kierował grupą komunistyczną w Borysławiu i uważał Hildę za wroga, „Rattner przydzielił również mi pracę. On… wybrał dla mnie pracę jako asystent mechanika, którą musiałam zaakceptować. Żeby dostać się do pracy, musiałam iść prawie pięć kilometrów pod górę Co trzy tygodnie musiałam pracować w nocy. Początkowo moi polscy i ukraińscy towarzysze podejrzewali mnie o bycie rosyjskim informatorem, ale po kilku miesiącach zaufali mi i zaakceptowali.“ (Lebensgeschichte, w: Hesse, s. 37f.)

Hilde Berger dorastała z językiem niemieckim jako językiem ojczystym, choć jej rodzice pochodzili z ówczesnej polskiej Galicji. Jej matka znała polski, ale ojciec znał tylko kilka słów, w domu nie mówiono po polsku. Hilde nauczyła się angielskiego i francuskiego w szkole i na kursach, tak więc mogła prowadzić korespondencję w tych językach. Ale nie umiała mówić po polsku, rosyjsku ani ukraińsku. W trakcie pracy nauczyła się więc języka ukraińskiego za pomocą słownika, bloku do pisania i poprzez rozmowy z kolegami.

Kiedy Niemcy zaatakowali Rosję w czerwcu 1941 roku, wszyscy ci, którzy byli komunistami lub byli podejrzewani o bycie komunistami, uciekli z Rosjanami… Rosjanie nie bronili się. Wycofali się bardzo szybko. Ale nie było wystarczająco dużo pociągów i wagonów. Dla Rosjan i ich rodzin tak, ale ludzie ze wschodu [czyli wschodniej Polski] musieli czekać na przybycie nowych. Mój przyjaciel poprosił mnie, żebym też uciekała. Powiedział: `Nie możesz zostać z nazistami. Oni cię zabiją`. Wszyscy pojechali do Rosji, także mój przyjaciel. Powiedziałam: `Nie jadę do Rosji. Myślę, że z Niemcami jest dla mnie bezpieczniej.`“ (Hilde Berger, wywiad, w: Hesse, s. 129). Rosja była dla Hilde Berger wielkim więzieniem, co oznaczałoby dla niej, jako trockistki pewną śmierć. Nie mogła sobie wtedy wyobrazić, że Niemcy zabiją sześć milionów ludzi tylko dlatego, że byli Żydami.

Początek okupacji niemieckiej

Zanim radzieccy funkcjonariusze i Rosjanie, w wielkim pośpiechu opuścili Borysław, zamordowali wszystkich więźniów w więzieniu NKWD – niektórzy z nich byli wcześniej torturowani. Ukraińcy podżegani pogłoską „To jest dzieło żydowskiego bolszewizmu“ dokonali dwudniowego pogromu Żydów w Borysławiu. Na cmentarzu żydowskim pochowano 193 Żydów, lecz liczba ofiar była z pewnością jeszcze większa. Hilde Berger została poproszona przez jedną z kuzynek o pomoc w poszukiwaniach zaginionego męża – znalazły go wśród sterty okaleczonych zwłok.
Wkrótce potem Wehrmacht utworzył „Judenrat“ (Radę Żydowską). Zadaniem Judenratu była realizacja zamówień niemieckich, w szczególności dostarczanie siły roboczej, pobieranie składek, dostarczanie żywności dla ludności żydowskiej oraz stworzenie żydowskiej służby porządkowej. Przewodniczący Judenratu, adwokat
Michael Herz, przyszedł pewnego dnia do Hilde Berger. Ktoś zadenuncjował Hilde w anonimowej pocztówce, że za działalność polityczną przebywała w więzieniu w Niemczech. Pocztówka nie trafiła jednak do szefa Schutzpolizei, ponieważ policjant ukrył ją, aby wymusić na Judenracie pieniądze za milczenie. Judenrat rzeczywiście wypłacił mu nagrodę.

Bezpośrednio po zajęciu Galicji wszystkie firmy na stałe miały zaprzestać zatrudniania Żydów, co wkrótce okazało się niewykonalne. Obowiązującą już w pozostałych dystryktach Generalnego Gubernatorstwa przymusową pracę dla Żydów musiano również wprowadzić w nowym dystrykcie Galicji, Oficjalnie nowo utworzone niemieckie urzędy pracy miały monopol na przydzielanie pracy – ale w rzeczywistości Wehrmacht, Gestapo, ukraińskie urzędy miejskie i inne agencje wykorzystywały żydowską siłę roboczą arbitralnie i bez wynagrodzenia.

Chory, stary czy bez pracy, zawsze groziła mu śmierć. Pod koniec listopada Judenrat miał sporządzić listę chorych i niezdolnych do pracy: według tej listy, w tzw. „Invalidenaktion“ (Akcja Inwalidów) 28 listopada 1941 r. około 700 Żydów zostało aresztowanych, a następnego dnia rozstrzelanych w lasach Truskawca i Tustanowic przez policjantów (Gestapo, Schutzpolizei, policji ukraińskiej). Dlatego Hilde Berger cieszyła się, że mogła pracować dla Judenratu Borysławia, chociaż jako maszynistka zarabiała bardzo mało. Jej rodzice byli bez środków do życia i bez dochodów, więc mogła chociaż w niewielkim stopniu pomóc w zaspokojeniu największych potrzeb rodziny. Judenrat czasami „wypożyczał“ ją do urzędu pracy, gdzie stała się znana jako zdolna stenotypistka z niemieckim jako językiem ojczystym. 24 lutego 1942 roku Junge, dyrektor Zarządu Grupy Drohobycz w Beskiden Erdöl-Gesellschaft napisał do kapitana powiatu Drohobycz, SS-Sturmbannführera Eduarda Jedamzika, prośbę o „zatrudnienie Żydówki Hilde Berger“: „Rozbudowa naszej firmy wymaga zatrudnienia kolejnych niemieckich pracowników Rzeszy, zwłaszcza stenotypistek…. Miejscowy urząd pracy nie jest w stanie zapewnić nam odpowiednich pracowników na okres przejściowy. Tylko Żydówka Hilde Berger, urodzona 13.6.1914 roku w Berlinie, została nam polecona jako stenotypistka…. Prosimy o pozwolenie na przeniesienie jej z Borysławia do Drohobycza„. 3.3.1942 r. naczelnik Urzędu Pracy w Drohobyczu, Hellmut Bräunlich, zarządził, że Hilde Berger będzie pracować w Beskiden Erdöl-Gesellschaft w Drohobyczu. „Uświadomiłem firmie, że mogę zatrudniać tylko Żydówki. Firma z powodu utraty siły roboczej, musi zaakceptować zatrudnienie żydowskiej sily roboczej„. Hilde Berger musiała jednak do pracy w administracji spółki naftowej przeprowadzić się z Borysławia do Drohobycza i z ciężkim sercem rozstać z rodzicami i siostrą. Z drugiej strony, z niecierpliwością czekała na spotkania w Drohobyczu z żydowskimi intelektualistami, z którymi można było dyskutować o sztuce i literaturze. Największe wrażenie wywarł na niej malarz i pisarz Bruno Schulz, który potrafił tak dużo mówić o swoim ulubionym pisarzu Franzu Kafce, o Thomasie Mannie i innych niemieckich pisarzach. To był mały promyk nadziei w tych ponurych czasach, w których została naznaczona Gwiazdą Dawida, pozbawiona praw obywatelskich, zagrożona, w najbardziej prymitywnych warunkach w żydowskiej dzielnicy.

Często musiała iść do biura Niemca, aby posortować akta lub zapisać dyktowany tekst. Starała się to robić w miarę możliwości w czasie, gdy w radiu nadawano wiadomości. W ten sposób dowiadywała się, co się wydarzyło na świecie i jaka była sytuacja wojenna.

Wkrótce jednak groziło jej nowe niebezpieczeństwo: dyrektor Junge zapewniał, gdy ubiegał się o jej zatrudnienie, że „zatrudnimy żydowskiego robotnika tylko tak długo, jak będzie to konieczne i dopóki nie znajdziemy odpowiednich zastępców„. (pismo z 24.2.1942). Były oznaki, że Junge chce się jej teraz pozbyć.

Pod ochroną Bertholda Beitza

6.8.1942 r. wczesnym rankiem duża grupa policjantów przybyła do Borysławia. Na czele było komando SS ze Lwowa pod dowództwem Obersturmführera SS Roberta Gschwendtnera – oprócz nich Drohobycka Policja Bezpieczeństwa pod dowództwem Hansa Blocka, Drohobycka Policja Zespołowa (Rezerwowy Batalion Policji 133) pod dowództwem Ernsta Lederera, Borysławska i Drohobycka Policja Ochronna (Schupo) oraz oddziały policji ukraińskiej. Ponieważ już rozniosła się wieść, że poprzedniego dnia policja wywiozła z Sambora, Turka i okolic około 4-6 tysięcy Żydów w nieznane miejsce, wielu Żydów w Borysławiu uciekło lub ukryło się. W związku z tym, dla pozoru, przerwano akcję w Borysławiu, a przeprowadzono akcję w Drohobyczu. Getto w Drohobyczu („Lana“) zostało otoczone, a około 5 tys. Żydów z Borysławia popędzono do punktu zbiórki na stacji kolejowej. W międzyczasie duża część Żydów, którzy uciekli z Borysławia, powróciła i około wieczora podjęto akcję w Borysławiu, około 4000 – 6000 Żydów zostało aresztowanych i zapędzonych do wagonów bydlęcych na stacji kolejowej. Hilde Berger, która od kilku miesięcy mieszkała w Drohobyczu, bardzo bała się o swoich rodziców i siostrę.

Wkrótce jako eskorta niemieckiego pracownika Karpathen-Öl AG otrzymała zezwolenie na podróż do Borysławia. „Kiedy przybyłam do domu moich rodziców, moje przeczucia się potwierdziły. Dom był pusty, drzwi były zamknięte, a na nich notatka: „Mienie Rzeszy“. Poszłam na policję i poprosiłam o pozwolenie na wejście do domu, ale policjant krzyknął na mnie: „Nie myśl sobie, że ponieważ mówisz po niemiecku, jesteś lepsza od innych brudnych Żydów. Następnym razem twoja kolej!“ (Historia Hilde Berger, w: Hesse, s. 42).

Wtedy Hilde Berger poszła do Bertholda Beitza, który był jej znany z nazwiska. Berthold Beitz powitałją słowami, że słyszał już o jej umiejętnościach jako sekretarki i że mógłby ją zatrudnić w swoim biurze. Wtedy byłaby pod jego specjalną opieką i byłaby bezpieczniejsza niż w Drohobyczu. Ale ona najpierw chciała wiedzieć, dokąd wysłano transport. Beitz tego nie wiedział, nawet Rada Żydowska tego też nie była pewna. Beitz załatwił jej pozwolenie na wejście do domu rodziców. „Z wielkim bólem zobaczyłam wszystko. Moja mama musiała właśnie przygotowywać szabasowy posiłek. Później usłyszałam od sąsiadów, którzy się ukryli, że kiedy ojciec usłyszał, co się stało, założył szal modlitewny i modlił się do Boga. Powiedział sąsiadom, że nie będzie się ukrywał, ponieważ ufa Bogu i wierzy, że jego rodzina jest bezpieczna, gdyż zawsze był bogobojny i przestrzegał prawa. Niestety, Bóg mu nie pomógł. Pozwolono mi zabrać trochę moich rzeczy osobistych, potem dom został ponownie zapieczętowany.“ (Hesse, s. 43). Dopiero miesiące później dowiedziała się, że transporty wysłane zostały do obozu zagłady w Bełżcu, gdzie wszystkich z pociągu zagazowano.

Około dwudziestu szczególnie ważnym Żydom (np. lekarzom i inżynierom) pozwolono mieszkać zamiast w dawnych barakach w tzw. „Białym Domu“na wydzielonym terenie obozu pracy przymusowej – „Biały Dom“ to nie był jeden, lecz trzy budynki, w których w pojedyńczych pomieszczeniach przebywający tam Żydzi spali i mogli sobie gotować. Hilde Berger i jej przyjaciel „Kuba“ również zostali tu zakwaterowani, choć nie byli specjalistami. Byli teraz lepiej chronieni, ale nadal nie byli bezpieczni. Schutzpolizei i SS-Kommando wielokrotnie przeprowadzali naloty w obozie. Więźniowie z Białego Domu powiedzieli Beitzowi o swoich obawach. Beitz ustalił więc z szefem Schutzpolizei w Borysławiu w Wüpperem, że policjant z Schupo będzie podczas akcji czuwać nad Białym Domem, aby „nie doszło do żadnych błędów“.

Hilde Berger pracowała jako druga sekretarka Bertholda Beitza, który nie chciał, aby żydowscy pracownicy w jego biurze nosili opaskę z Gwiazdą Dawida. Obersturmführer SS Friedrich Hildebrand był referentem do spraw żydowskich w sztabie Fritza Katzmanna, szefa SS i policji w Galicji. Na początku 1943 r. Hildebrandt pojawił się niezapowiedziany w biurze Beitza wraz z innym oficerem SS, aby skontrolować „Judeneinsatz“ (zatrudnienie Żydów). Hildebrand zobaczył atrakcyjną Hilde Berger i zapytał Beitza, czy mógłby się z nią umówić. Kiedy Beitz powiedział mu, że Hilde Berger jest Żydówką, Hildebrand się rozzłościł: nie wiedział, że Żydzi są również zatrudnieni w administracji. Hildebrand zażądał jej natychmiastowego zwolnienia. Beitz odpowiedział, że ci księgowi i inni specjaliści są dla niego niezastąpieni, zwłaszcza Hilde Berger jako prowadząca korespondencję i tłumaczka. Hildebrand ustąpił, ale nakazał Beitzowi, aby od tej pory „wszyscy Żydzi, którzy dla niego pracują, nosili ten znak„. Uratowało to życie Hilde Berger i innych żydowskich pracowników administracji. Dla Beitza był to pierwszy znak, że mógł w pewnym stopniu wpłynąć na Hildebranda. Jednak Hilde Berger, zgodnie z wolą Beitza, wkrótce znów nie nosiła opaski, ponieważ on nie chciał widzieć opaski „w swoim pokoju„. (cytat z Sandkühler, s. 367). Oficjalnie Hilde Berger znalazła się na listach imiennych żydowskich robotników i pracowników Karpathen-Öl w Borysławiu jako prowadząca korespondencję i stenotypistka w Dziale Gospodarki Materiałowej (lista z 24.11.1943, s. 14, nr, 641).

Pewnego dnia, latem 1943 roku, z przerażeniem odkryłam, że jestem w ciąży. Ponieważ nie chciałam urodzić dziecka w danych okolicznościach, zdecydowałam się na aborcję. Mieliśmy w obozie lekarza, ale żadnego ginekologa… Niestety nie zrobił dobrej roboty, nie można było zatrzymać krwi. Kuba przestraszył się o mnie, pobiegł do X [przez X rozumie się Beitz] i poprosił go o pomoc… On zatroszczył się o to, że jeden z jego niemieckich pracowników zabrał mnie własnym samochodem do szpitala w Drohobyczu. Zostałam tam zarejestrowana jako Niemka, natychmiast potraktowana jako nagły przypadek i tym razem aborcja została przeprowadzona profesjonalnie i z sukcesem. W ten sposób X faktycznie uratował mi życie, i to w czasie, gdy w Polsce ginęły setki tysięcy Żydów„. (Historia życia Hilde Berger, Hesse, s. 45)

Od lata 1943 roku likwidowano coraz więcej obozów pracy przymusowej dla Żydów: nawet praca w Karpathen-Öl AG nie dawała już żadnego realnego zabezpieczenia. Coraz więcej Żydów szukało więc kryjówki: albo w domu polskim, albo ukraińskim, albo w bunkrze ziemnym w lesie. Oba sposoby wymagały pieniędzy i prowiantu. Takie skrytki były często odkrywane lub zdradzane. W ten sposób została odnaleziona kryjówka dr. Goldmana i innych członków Rady Żydowskiej – Beitz powiedział Hilde Berger, że przywódca Schupo, Wüpper, chwalił się, że kryjówka została odkryta i wszyscy rozstrzelani na miejscu. Jesienią 1943 roku Hilde Berger poznała w biurze Polaka węgierskiego pochodzenia, Meszarosza. Mówiono, że był on czołowym członkiem Armii Krajowej. Meszarosz wyczuł strach Hildy i zaoferował jej pomoc. Powiedziała mu o planie budowy kryjówki, ale nie miała pieniędzy. Meszarosz powiedział, że wiedział, że za darmo pomogła wielu ludziom i teraz sama zasługuje na pomoc. Następnego dnia, za pokwitowaniem, dał jej 10.000 złotych, które miały pochodzić od rządu polskiego na uchodźstwie. Gdyby potrzebowała więcej pieniędzy, ma zwrócić się do niego ponownie. Hilde i jej przyjaciel Kuba mogli teraz kupić materiał i rozpocząć budowę kryjówki. Jednak zimą stawało się to coraz trudniejsze, a niebezpieczeństwo odkrycia wzrastało z powodu śladów na śniegu. Policja ochronna i policja ukraińska systematycznie poszukiwały kryjówek i rozstrzeliwały ukrywające się osoby jako „partyzantów“.

Beitz obiecał jej i innym Żydom w swoim biurze, że na czas ostrzeże ją, czy żyjący jeszcze “ Karpaccy Żydzi“ mają zostać zabici. W dniu 4 kwietnia 1944 r. Beitz, jako jedyny zarządca Karpathen-Öl, został powołany do Wehrmachtu – prawdopodobnie po denuncjacji przez innego Niemca. Dla Hilde Berger było jasne, że będzie musiała się teraz ukryć, ale jej kryjówka nie była jeszcze gotowa.

10 kwietnia Borysław i Drohobycz zostały po raz pierwszy zbombardowane. Cztery dni później, o godzinie 5 rano, obóz w Mrasznicy został otoczony: pod nadzorem policji robotnicy zostali zapędzeni na dworzec kolejowy i wepchnięci do bydlęcych wagonów. Było już za późno, ucieczka była niemożliwa: dwóch Żydów, którzy próbowali uciec w drodze na stację, zostało natychmiast rozstrzelanych. Również w Drohobyczu obóz pracy przymusowej został otoczony i opróżniony: 14.4.1944 r. transport z 1022 Żydami z obozów Borysławia i Drohobycza przybył do podkrakowskiego obozu koncentracyjnego w Płaszowie. Na stronie 24 listy przyjęć, pod numerem 17, znajduje się nazwisko Hilde Berger;

Na liście Schindlera

Niektórzy więźniowie słyszeli wcześniej, że robotnicy z Karpathen-Öl mają zostać zabrani do Jasła, aby kontynuować pracę w tej firmie. Rzeczywiście w tym celu Karpathen-Öl sporządziła także listę wykwalifikowanych pracowników, w której wymieniona była również Hilde Berger. Listy te nie zostały jednak wzięte pod uwagę podczas nagłego odjazdu transportu, co również zaskoczyło kierowników zakładów w Borysławiu i Drohobyczu.

Przerażenie było więc wielkie, gdy po dniu i nocy bez jedzenia, podróż pociągiem zakończyła się, zamiast w Jaśle, w ogromnym obozie otoczonym elektrycznymi płotami i wieżami strażniczymi, w obozie koncentracyjnym w Płaszowie. Prowadził go cieszący się złą sławą SS-Untersturmführer Amon Göth, który został nazwany „Rzeźnikiem z Płaszowa“. Latem 1944 r. w obozie w Płaszowie przebywało najwięcej internowanych więźniów (20 tys. Żydów, 5 tys. Polaków) – około 25 tys.

Obóz koncentracyjny w Plaszowie (wikimedia, public domain)

Po ich przybyciu, żydowscy więźniowie z Borysławia i Drohobycza musieli stać na baczność przez kilka godzin na dużym placu. „Po wielu godzinach pojawił się esesman i krzyknął, czy jest wśród nas ktoś, kto potrafi mówić po niemiecku, pisać na maszynie i stenografować. Zanim mogłam cokolwiek powiedzieć, zawołano głośno: `Hilde Berger, była sekretarką dyrektora [Beitza] w Borysławiu`, esesman zawołał , żebym wystąpiła i zapytał, czy to prawda. Potem musiałam iść za nim. Weszłam do biura, gdzie zobaczyłem kilku żydowskich więźniów siedzących przy stołach i pracujących. Zabrano mnie do pokoju, w którym siedział esesman w mundurze, Hauptscharführer Müller. Był on odpowiedzialny za przydział pracy jako Arbeitseinsatzführer.“ (Historia życia Hilde Berger, Hesse, s. 51)

Müller był zwykłym, niewykształconym człowiekiem. Nie patrzył na Hilde i nigdy nie zwracał się do niej po nazwisku. Kiedy jej potrzebował, po prostu krzyczał: „Maszynistka!“ Musiała stać podczas dyktowania. Hilde Berger poprawiała jego raporty, ponieważ były one pełne błędów stylistycznych i gramatycznych. Bała się, że zostanie obwiniona za błędy. Kiedy Müller to zauważył, wpadł w furię. Hilde odpowiedziała spokojnie, że na pewno nie chce, aby do centrali wysyłano raporty z błędami, a jeśli chce, sam może sprawdzić jej poprawki przy pomocy słownika Dudena.

Müller musiał przesyłać regularne raporty o potencjale kadrowym obozu do Oranienburga, siedziby wszystkich obozów koncentracyjnych. Kiedy latem do Płaszowa przyjechał duży transport z ponad 2 tys. węgierskich Żydów, Müller wybrał tych, którzy wydawali się szczególnie zdolni do pracy, pozostałych rozstrzelano na miejscu. Następnie Müller podyktował raport do Oranienburga, w którym ogłosił, że 300 nowych pracowników zostało przyjętych do obozu, a 1700 zostało zlikwidowanych na miejscu.

Jesienią 1944 r. Hilde Berger, podobnie jak inne stenotypistki, musiała pisać wiele list – listy więźniów, którzy mieli jechać do Schindlera oraz listy tych, którzy byli przeznaczeni do innych miejsc. Członek NSDAP Oskar Schindler przejął w 1939 r. nieczynną fabrykę emalii pod Płaszowem, a następnie kupił ją. W 1942 roku fabryka produkowała również osłony do pocisków. Schindler uzyskał za pomocą podrobionych papierów i łapówek zakwalifikowanie swojej fabryki jako strategicznie ważnej. W trakcie przygotowań do ewakuacji obozu w Płaszowie Schindler otrzymał od centralnego biura w Oranienburgu pozwolenie na dalsze funkcjonowanie fabryki z całym jej parkiem maszynowym oraz około tysiącem żydowskich robotników przymusowych w Brünnlitz w Czechosłowacji. Hilde Berger zauważyła w tych tygodniach, że esesmani wielokrotnie próbowali wpisać „swoich Żydów“ na listę Schindlera. Ci SS-mani robili to nie z powodów humanitarnych, ale dlatego, że wiedzieli, że wojna jest przegrana i chcieli stworzyć sobie na później alibi jako „ratujący Żydów“. Było więc jasne, że transport do Brünnlitz daje większe szanse na przetrwanie. Hilde Berger umieściła więc na listach Schindlera nazwisko swoje i kilku innych znanych jej Żydów z Borysławia. Lista Schindlera miała kilka egzemplarzy: były na niej przecież nazwiska 781 mężczyzn i 297 kobiet: Hilde Berger w wykazie przyjęć do obozu koncentracyjnego w Płaszowie, 14.4.1944 r., numer 7.

Transport w kierunku Brünnlitz rozpoczął się 15 października 1944 r., ale nie dotarł do Brünnlitz: mężczyzn przewieziono do obozu koncentracyjnego Groß-Rosen, a kobiety do Auschwitz-Birkenau. Auschwitz-Birkenau był obozem tranzytowym i zagłady. Kiedy Żydówki z transportu Schindlera zostały pozbawione normalnego ubrania, uznały, że to już koniec. Kobiety, które zabrały od nich ubrania mówiły, że wszystkie transporty z jedną listą były wysyłane do komór gazowych. Przez cztery tygodnie, codziennie Hilde i pozostałe Żydówki w Auschwitz spodziewały się wysłania do komór gazowych, ale potem transport ruszył jednak do Brünnlitz. Przyczyną „dywersji“ był przepis SS, że więźniowie po przeniesieniu do innego obozu muszą najpierw poddać się kwarantannie, a w Groß-Rosen nie było miejsca dla 300 Żydówek z listy Schindlera. Oskar Schindler musiał mimo to „ pomagać „ kolejnymi łapówkami, by w końcu pozwolono kobietom i mężczyznom pojechać do Brünnlitz.

Kiedy przyjechałam do Brünnlitz, znów miałam szczęście i zostałam wysłana do biura. Niewiele było do zrobienia. Schindler miał sprytny i pomysłowy plan: głównym produktem, który chciał produkować, były pociski przeciwlotnicze, myślę że.. w rzeczywistości wcale tego nie chciał. Zawsze mógł powiedzieć: `Brakuje mi tego materiału, brakuje mi tego materiału. Po prostu nie mogę pracować`. Czasami przychodziły inspekcje z Wehrmachtu, a nie z SS. …zawsze udawało mu się z tego wymówić. Był dobrym mówcą i sprytnym. Przekupił ich również.“ (rozmowa, w: Hesse, s. 143)

Na początku zaopatrzenie było dobre, ponieważ Schindler miał dodatkowe jedzenie sprowadzane z Polski ciężarówkami. Od początku 1945 r. nie było to już możliwe i trzeba było zadowolić się głodową racją żywnościową: codziennie mały kawałek chleba i rano cienka zupa z buraków. W nocy Hilde Berger marzyła o całym bochenku chleba, z którego mogła obcinać kromkę po kromce.

Była fabryka Schindlera w Brünnlitz, 2004 r., 2004 (public domain, Miaow Miaow)

SS-mani i ich dowódca, młody, fanatyczny antysemita, stale grozili, że pod koniec wojny zastrzelą wszystkich Żydów w obozie. Wtedy żydowscy więźniowie wybrali komitet do rozmów z Schindlerem. Schindler zapewnił, że chce uratować wszystkich Żydów w zakładzie, a także ma kontakt z czeskim ruchem oporu w Brünnlitz, który w razie potrzeby dostarczyłby broń. W rzeczywistości sprawy potoczyły się inaczej: na krótko przed końcem wojny esesmani zniknęli wraz z dowódcą. Hilde Berger podejrzewała, że Schindler też ich przekupił. 9 maja 1945 roku, po kapitulacji Niemców, Schindler wezwał wszystkich razem w fabryce i ogłosił, że wszyscy są teraz wolni. Poprosił o utrzymanie porządku i dyscypliny do czasu uzyskania dokumentów tożsamości, z którymi można by podróżować. Komitet obozowy utrzymywał porządek, a Hilde Berger i inne pisały na maszynie dokumenty tożsamości w języku czeskim, angielskim i polskim, które zostały potwierdzone pieczątką burmistrza Brünnlitz. Niektórzy płakali, bo nie wiedzieli, dokąd iść. Hilde, jak większość, zdecydowała się na wyjazd do Polski: Może niektórzy z jej krewnych jeszcze żyli?

krótka biografia Hilde Berger

Hilde Berger, odcinek 1
Hilde Berger, odcinek 2
Hilde Berger, odcinek 4 (w przygotowaniu)

Hilde Berger – Episode 3 [EN]

EPISODE 3 (1939-1945)

During the Soviet occupation in Boryslav

Now Hilde Berger was in Poland, in freedom. She wanted to travel from Poland to a safe foreign country. But everything turned out differently. In Gdynia (Gdingen) she first tried to get a passport with the help of the Jewish community centre. When she found out that she could also get the passport in Galicia, she went to Boryslaw to visit her parents and her elder sister, whom she had not seen for more than two years. She lived with her parents at 26 Lukasiewicza Street in Boryslaw. In Drohobycz she applied for a residence permit and a passport, but waited in vain for weeks.

Through cousins she came into contact with the illegal communist group in Boryslaw – she was introduced as „Berlinka“ [Berlin woman] who had been in prison in Germany. At meetings she was asked how it was possible for the National Socialists to come to power in Germany, the country with the strongest labour movement. Hilde criticised the Social Democrats, but also the policies of the Communists, who saw the greatest enemy in the „social fascists“ (meaning the Social Democrats). She was therefore insulted as a „deviant“. A short time later the German-Russian non-aggression pact was announced. While the communist group in Boryslaw defended Stalin’s alleged peace policy, Hilde criticised Russian support for Hitler’s war effort – she was alone in her criticism. But Hilde instinctively concealed her membership in the Trotskyist opposition – fortunately for her.

At the beginning of September 1939 it was too late to leave: German troops occupied Galicia, before withdrawing a few days later and Russian troops invaded. The local communists welcomed the Red Army enthusiastically with a demonstration, songs, banners and flowers. But the enthusiasm quickly gave way to great disillusionment for many: „Life under Russian occupation was hard and bleak. A strict work discipline was introduced. If a worker was three times late, he was fired. At works meetings, workers demanded better working clothes and more humane working conditions, but the worker they had chosen as spokesman was arrested and never seen again. Soon nobody dared to raise such elementary issues, which in capitalist countries were part of the normal demands of the trade unions and were considered legitimate reasons for strikes. The engineers from Baku brought their families. The Russians were amazed at the ‚high‘ standard of living of Polish workers. When they came to their houses, they thought they were ‚bourgeois‘. Even some of the local communists were soon disappointed by the low standard of the Russians.“ (Hilde Berger’s life story, in: Hesse, p. 38)

To get food vouchers, at least one member of a family had to work. The communist Rattner as the assistant to the Russian city commander was responsible for allocating the work. Rattner had previously led the communist group in Boryslav and regarded Hilde as an enemy: „Rattner also distributed the work to me. He … chose a job for me as a mechanic’s assistant, which I had to accept. To get to my place of work, I had to walk up a hill for almost five kilometres. Every three weeks I had to work at night. At first my Polish and Ukrainian colleagues suspected I was a Russian informer, but after a few months they trusted me and accepted me.“ (Life story, in: Hesse, p. 37f.)

Hilde Berger had grown up with German as her mother tongue, although her parents had come from the then Polish Galicia. Her mother was fluent in Polish, but her father could only speak a few words and no Polish was spoken at home. Hilde had learned English and French at school and in courses, so that she could correspond in these languages. But she could not speak Polish, Russian or Ukrainian. So while working, she learned Ukrainian with the help of a dictionary and a writing pad and by talking to her colleagues.

When the Germans attacked Russia in June 1941, all those who were communists or were suspected of being communists ran off with the Russians … The Russians did not defend themselves. They left very quickly. But there were not enough trains and wagons. For the Russians and their families, yes, but the people from the East [i.e. eastern Poland] had to wait until new ones arrived. My friend asked me to leave too. He said: ‚You must not stay with the Nazis. They will kill you.‘ Everyone went to Russia, including my friend. I said: ‚I am not going to Russia. I think it’s safer for me with the Germans.‘“ (Hilde Berger, interview, in: Hesse, p. 129). For Hilde Berger Russia was a huge prison, which would have meant certain death for her as a Trotskyist. She could not imagine at that time that the Germans would kill six million people just because they were Jews.

The beginning of the German occupation

Before the Soviet functionaries and Russians left Boryslav in great haste, they had murdered all the prisoners in the NKVD prison – some of them apparently tortured beforehand. Incited by the rumour „This is the work of Jewish Bolshevism“, Ukrainians perpetrated a two-day pogrom on the Jews in Boryslav. 193 Jews were buried in the Jewish cemetery; the number of victims was certainly even greater. Hilde Berger was asked by one of her cousins to help her search for her missing husband – they found him among the heaps of mutilated corpses.

The Wehrmacht set up a „Judenrat“ shortly afterwards. The tasks of the Judenrat were to carry out German orders, above all to provide manpower, collect contributions, provide the Jewish population with self-catering and set up a Jewish public order corps. The chairman of the Judenrat, the lawyer Michael Herz, came to Hilde Berger one day. Someone had denounced Hilde in an anonymous postcard that she had been in prison in Germany for political activity. But the postcard did not reach the head of the Schutzpolizei because a policeman had embezzled the postcard in order to extort hush money from the Judenrat. The Judenrat then actually paid him a reward.

Immediately after the occupation of Galicia, all companies were to stop employing Jews on a permanent basis, which soon proved to be unfeasible. The forced labour for Jews already in force in the other districts of the Generalgouvernement was also introduced in the new district of Galicia. Officially, the newly established German labour offices had a monopoly on the allocation of labour – but in reality the Wehrmacht, Gestapo, Ukrainian city councils and other agencies used Jewish labour arbitrarily and without remuneration.

Sick, old or out of work: they wer always threatened with death. At the end of November, the Judenrat was supposed to draw up a list of the sick and unfit for work: according to this list, around 700 Jews were arrested in the so-called „Invalidenaktion“ on 28.11.1941 and shot the next day in the forests of Truskawiec and Tustanowice by police men (Gestapo, Schutzpolizei, Ukrainian police). Hilde Berger was therefore glad to get a job as a typist at the Judenrat Boryslaw with low pay. Her parents were penniless and without income, so she could at least make a small contribution to alleviating the family’s greatest need. The Judenrat occasionally „loaned“ her to the Labour Office, where she became known as an able stenotypist with German as her mother tongue. On 24.2.1942, Junge, director of the Drohobycz group administration of the Beskid Oil Company, wrote to the county captain Drohobycz, SS-Sturmbannführer Eduard Jedamzik, a request for the „employment of the Jewish Hilde Berger“: „The expansion of our company requires the employment of further Reich German workers, especially stenotypists … The local employment office is not in a position to provide us with suitable workers for the transitional period. Only the Jewish Hilde Berger, born on 13.6.1914 in Berlin, was recommended to us as a stenotypist … We ask you to issue a permit to move from Boryslaw to Drohobycz„. On 3.3.1942 the head of the Drohobycz Employment Office, Hellmut Bräunlich, ordered that Hilde Berger should work for the Beskid Oil Company in Drohobycz. „I had made the company aware that I could only employ Jewish women. However, the company is so short of manpower that it has to accept the disadvantage of a Jewish worker„. Hilde Berger, however, had to move from Boryslaw to Drohobycz to work in the administration of the oil company and had to part with a heavy heart from her parents and sister. On the other hand, she looked forward to meeting Jewish intellectuals in Drohobycz with whom she could discuss art and literature. She was most deeply impressed by the painter and writer Bruno Schulz, who was able to speak so knowledgeably about his favourite writer Franz Kafka, about Thomas Mann and other German writers. This was a small ray of hope in these dismal times, in which she lived in the Jewish residential district, marked with the Star of David, disenfranchised, endangered, under the most primitive living conditions.

She often had to go to a German’s office to sort files or take dictation. She tried to do this as much as possible during the time when news was broadcast on the radio. That way she learned what was happening in the world and what the war situation was like.

However, a new danger soon threatened her: Director Junge had assured her, when applying for her job, that „we will employ a Jewish worker only as long as it is necessary and until we have found suitable replacements.“ (Letter of 24.2.1942). There were signs that Junge wanted to get rid of her now.

Under the protection of Berthold Beitz

On 6.8.1942 early in the morning a large group of policemen attacked Boryslaw. They were led by an SS command from Lemberg under SS-Obersturmführer Robert Gschwendtner – the Drohobycz Security Police under Hans Block, the Drohobycz Troop Police (Reserve Police Battalion 133) under Ernst Lederer, the Boryslaw and Drohobycz Protection Police and Ukrainian police units were involved. Since word had got around that the police had deported around four to six thousand Jews in Sambor, Turka and the surrounding area to an unknown location the day before, many Jews in Boryslaw had fled or gone into hiding before. As a result, the action in Boryslaw was stopped for appearance’s sake and the action in Drohobycz was carried out. The Drohobycz ghetto („Lan“) was surrounded and around 5,000 Jews were driven to the collection point at the railway station. In the meantime, a large proportion of the Jews who had fled Boryslaw had returned, when the action continued in Boryslaw towards the evening and around 4,000 – 6,000 Jews were arrested and driven to the cattle wagons at the railway station. Hilde Berger, who had been living in Drohobycz for a few months, was very worried about her parents and sister. Accompanied by a German employee of Karpathen-Öl AG, she received a travel permit to Boryslaw. „When I arrived at my parents‘ house, my premonitions were confirmed: The house was empty, the door was locked and a note was written on it that said: „Reichsgut“ [Reich property]. I went to the police and asked for permission to enter the house, but the police officer shouted at me: ‚Don’t think that because you speak German you are better than the other dirty Jews. Next time it’s your turn!‘“ (Hilde Berger’s story, in: Hesse, p. 42).

Hilde Berger then went to Berthold Beitz, who was known to her by name. Berthold Beitz received her with the words that he had already heard about her skills as a secretary and that he could use her in his office. She would then be under his special protection and be safer than in Drohobycz. But first she wanted to know where the transport had gone. Beitz did not know, and even the Jewish Council did not know for sure at that time. Beitz obtained permission for her to enter her parents‘ house. „With great pain I saw everything. My mother must have been preparing the Sabbath meal. Later I heard from neighbours who had gone into hiding that when my father saw what was happening, he put on his prayer shawl and prayed to God. He had told the neighbours that he would not hide because he trusted in God and believed that his family was safe because he had always been God-fearing and law-abiding. Unfortunately God did not help him. I was allowed to take some of my personal belongings with me, then the house was sealed up again.” (Hesse, p. 43). Only months later did she learn that the transports led to the Belzec extermination camp, where all inmates of the train had been gassed.

Some twenty particularly important Jews (e.g. doctors and engineers) were allowed to live in the so-called „White House“, a separate area on the grounds of the forced labour camp instead of the former barracks – the „White House“, however, consisted not of one but of three houses in which the inmates were allowed to sleep in their own rooms and cook their own meals. Hilde Berger and her friend „Cuba“ were also accommodated here, although they were not specialists. They were now better protected, but still not safe. Again and again the Schutzpolizei and the SS carried out raids in the camp. The inmates of the White House informed Beitz of their fears. Beitz therefore agreed with the head of the Schutzpolizei in Boryslaw, Wüpper, that a Schutzpolizist would watch over the White House during actions, so that „no mistakes“ would happen.

Hilde Berger worked as second secretary for Berthold Beitz, who did not want the Jewish employees in his office to wear the armband with the Star of David. SS-Obersturmführer Friedrich Hildebrand was the „Judenreferent“ in the staff of Fritz Katzmann, the SS and police leader of Galicia. In early 1943 Hildebrand appeared unannounced at Beitz’s office, together with another SS officer, in order to control the „Judeneinsatz“ (deployment of Jews). Hildebrand saw the attractive Hilde Berger and asked Beitz if he could go out with her sometime. When Beitz told him that Hilde Berger was a Jew, Hildebrand became angry: he did not know that Jews were also employed in the administration. Hildebrand demanded the immediate dismissal of all Jews. Beitz replied that these accountants and other specialists were irreplaceable for him, especially Hilde Berger as a correspondent and translator. Hildebrand gave in, but ordered Beitz that from now on „all Jews who work for him shall bear the mark„. This saved the lives of Hilde Berger and the other Jewish employees in the administration. For Beitz, this was the first sign that he could influence Hildebrand to a certain extent. But according to Beitz’s will, Hilde Berger soon did not wear an armband any more, because he did not want to see the armband „in his room„. (Quotations from Sandkühler, p. 367). Officially, Hilde Berger was listed in the name lists of Jewish workers and employees of the Carpathian Oil in Boryslaw as a correspondent and stenotypist in the materials management department (list of 24.11.1943, p.14, number 641).

In the summer of 1943 Hilde Berger discovered with horror that she was pregnant. „Because I did not want to give birth to a child under the given circumstances, I decided to have an abortion. We had a doctor in the camp, but no gynaecologist … Unfortunately he did not do a good job, the blood could not be stopped. Cuba was afraid for me, ran to X [with X meaning Beitz] and asked him for help … He made sure that one of his German employees took me in his own car to the hospital in Drohobycz. There I was registered as a German, immediately treated as an emergency and this time the abortion was performed professionally and successfully. In this way, X actually saved my life, and this at a time when hundreds of thousands of Jews were being killed in Poland„. (Hilde Berger’s life story, Hesse, p. 45)

From summer 1943 onwards, more and more forced labour camps for Jews were liquidated: even the work of the Karpathen-Öl AG no longer offered any real security. More and more Jews were therefore looking for a hiding place: either in a Polish or Ukrainian house, or in an earth bunker in the forest. Both required money and provisions. Such hiding places were often discovered or betrayed. The hiding place of Dr. Goldman and other members of the Judenrat was found – Beitz reported to Hilde Berger that the leader of the Schupo, Wüpper, boasted that the hiding place had been discovered and everyone shot on the spot. In autumn 1943 Hilde Berger met a Pole of Hungarian origin, Meszarosz, in the office. It was said that he was a leading member of the Armia Krajowa (the Polish underground army). Meszarosz sensed Hilde’s fear and offered her help. She told him about the plan to build a hiding place, but she had no money. Meszarosz said he knew that she had helped many people for free and now deserved help herself. The next day, against a receipt, he gave her 10,000 zloty, which would date from the Polish government in exile. If she needed more money, he told her to contact him again. Hilde and her friend Cuba could now buy materials and started building a hiding place. But in winter this became more and more difficult and the danger of being discovered increased because of the tracks in the snow. The protective police [Schutzpolizei] and the Ukrainian police systematically searched for hiding places and shot the hiding persons as „partisans“.

Beitz had promised her and other Jews in his office to warn her in time if the still living „Carpathian Jews“ were to be killed. On 4.4.1944, Beitz, as the only manager of the Carpathian Oil, was drafted into the Wehrmacht – probably after a denunciation by another German. It was clear to Hilde Berger that she would have to go into hiding now, but her hiding place was not yet ready.

Boryslaw and Drohobycz were bombed for the first time on 10 April. Four days later, at 5 o’clock in the morning, the camp of Mrasznica was surrounded: under police surveillance, the workers were driven to the railway station and crammed into cattle wagons. It was too late; escape was impossible: two Jews who were trying to escape on their way to the station were shot immediately. In Drohobycz, too, the forced labour camp was surrounded and cleared: on 14.4.1944 the transport with 1,022 Jews from the Boryslaw and Drohobycz camps arrived at Plaszów concentration camp near Krakow. The name of Hilde Berger can be found on page 24 of the access list under number 17

On Schindler’s List

Some prisoners had previously heard that the Carpathian oil workers were to be taken to Jaslo to continue working for this company. In fact, the Carpathian Oil had also drawn up lists of skilled workers for this purpose, in which Hilde Berger was also mentioned. However, these lists were not taken into account during the sudden removal, which also surprised the plant managers in Boryslaw and Drohobycz.

The horror was therefore great when the train journey ended after a day and night without food instead of in Jaslo in a huge camp surrounded by electric fences and watchtowers, the Plaszów concentration camp. It was run by the notorious SS-Untersturmführer Amon Göth, who was called the „Butcher of Plaszow“. In the summer of 1944, the Plaszow camp had the highest number of interned prisoners (20,000 Jews, 5,000 Poles) at about 25,000.

concentration camp Plaszow near Krakow (wikimedia, public domain)

After their arrival, the Jewish prisoners from Boryslaw and Drohobycz had to stand at attention for several hours in a large square. „After many hours an SS man appeared and shouted whether there was anyone among us who could speak German, type and shorthand. Before I could say anything, there was a loud shout: ‚Hilde Berger, she was the secretary of Director [Beitz] in Boryslaw,‘ The SS man asked me to come forward and asked if that was true. Then I should follow him. I entered an office where I saw some Jewish prisoners sitting at tables and working. I was taken to a room where an SS man in uniform was sitting, Hauptscharführer Müller. As Arbeitseinsatzführer he was responsible for distributing the work.“ (Hilde Berger’s life story, Hesse, p. 51)

Müller was an vulgar, uneducated man. He never looked at Hilde and never addressed her by name. Whenever he needed her, he just yelled „typist!“ During dictation she had to stand. Hilde Berger improved his reports because they were full of stylistic and grammatical errors. She was afraid of being blamed for the mistakes. When Müller noticed this, he became furious. Hilde replied calmly that he surely didn’t want erroneous reports to be sent to headquarters, and he was welcome to check her corrections with the help of a dictionary.

Müller had to send regular reports on the camp’s labour potential to Oranienburg, the headquarters for all concentration camps. When a large transport with more than 2,000 Hungarian Jews arrived in Plaszow in the summer, Müller sorted out those who appeared particularly fit for work, the others were shot directly. Müller then dictated a report to Oranienburg, in which he announced that 300 new workers had been admitted to the camp and 1,700 had been liquidated on the spot.

In autumn 1944 Hilde Berger, like the other stenotypists, had to type many lists – lists of prisoners who went to Schindler and lists of those who were destined for other places. In 1939, NSDAP member Oskar Schindler had taken over a disused enamel factory near Plaszow and later bought it. The factory also produced bullet casings in 1942. Schindler used forged papers and bribes to get his factory classified as a wartime factory. When the evacuation of the Plaszow camp was being prepared, Schindler received permission from the central office in Oranienburg to continue to operate the factory with all its machinery and some thousand Jewish forced labourers in Brünnlitz in Czechoslovakia. Hilde Berger noticed during these weeks that SS people were repeatedly trying to put „their Jews“ on the Schindler list. These SS men did this not for humanitarian reasons, but because they knew that the war was lost and they wanted to establish an alibi as „Judenretter“ for the time afterward. It was therefore clear that this Brünnlitz transport offered better chances of survival. Hilde Berger therefore put her name and the names of some other Jews from Boryslaw that she knew on the Schindler lists. There were several copies of this Schindler List: after all, the names of 781 men and 297 women were on it. (Hilde Berger’s name in an alphabetic ordered list, number 7)

The transport towards Brünnlitz began on 15 October 1944 but did not end up in Brünnlitz: the men were taken to the Groß-Rosen concentration camp, while the women were transported to Auschwitz-Birkenau. Auschwitz-Birkenau was a transit and extermination camp. When the Jewish women in the Schindler transport were stripped of their normal clothes, they believed that their journey was now over. Women who took their clothes from them said that all transports with a list were sent to the gas chambers. For four weeks Hilde and the other Jewish women in Auschwitz expected to go to the gas chambers daily, but then the transport continued on to Brünnlitz. The reason for the „diversion“ had been a regulation of the SS that prisoners had to be quarantined before being transferred to another camp, and there had been no room in Groß-Rosen for the 300 Jewish women on Schnindler’s List. Nevertheless, Oskar Schindler had to help with further bribes until the men and women were finally allowed to go to Brünnlitz.

When I came to Brünnlitz, I was lucky again and was sent to the office. There was very little to do. Schindler had a clever and ingenious plan: the main product he wanted to make was anti-aircraft shells, I think… But in reality he didn’t want to make them. He could always say: ‚I miss this material, I miss that material. I just can’t work‘. Sometimes inspections came from the Wehrmacht, not the SS. … He always managed to talk his way out of it. He was a good speaker and clever. He also bribed them.‘”. (Interview, in: Hesse, p. 143)

In the beginning the supply was good because Schindler arranged for additional food to be brought in from Poland by truck. From early 1945 this was no longer possible and everyone had to make do with a starvation ration: a tiny piece of bread every day and a thin beetroot soup in the morning. At night Hilde Berger dreamed of a whole loaf of bread, from which she could cut off slice after slice.

Oskar Schindler’s factory at Brněnec, 2004 (public domain, Miaow Miaow)

The SS men and their Commandant, a young, fanatical anti-Semite, constantly threatened that they would shoot all Jews in the camp at the end of the war. The Jewish prisoners then elected a committee to talk to Schindler. Schindler assured that he wanted to save all Jews in the plant and also had contact with the Czech resistance in Brünnlitz, who would supply weapons if necessary. In fact, things turned out differently: shortly before the end of the war, the SS men disappeared with their commandant. Hilde Berger suspected that Schindler had also bribed them. On May 9, 1945, after the German surrender, Schindler called everyone together in the factory and announced that everyone was now free. He asked that order and discipline be maintained until identity papers could be obtained to travel. A camp committee kept order, and Hilde Berger and others typed identity papers in Czech, English and Polish, which were certified with the stamp of the mayor of Brünnlitz. Some cried because they did not know where to go. Hilde, like most, decided to go to Poland: Perhaps some relatives were still alive?

Hilde Berger_EN_2

Hilde Berger, episode 1
Hilde Berger, episode 2
Hilde Berger, episode 4 (in preparation)

Hilde Berger – Folge 3 [DE]

FOLGE 3 (1939-1945)

Während der sowjetischen Besatzung in Boryslaw

Jetzt befand sich Hilde Berger in Polen, in Freiheit. Sie wollte von Polen aus ins rettende Ausland reisen. Doch es kam alles anders. In Gdingen (Gdynia) versuchte sie zunächst, mithilfe des jüdischen Gemeindezentrums einen Pass zu bekommen. Als sie erfuhr, dass sie den Pass auch in Galizien bekommen könne, fuhr sie nach Boryslaw zu ihren Eltern und ihrer älteren Schwester, die sie seit mehr als zwei Jahren nicht mehr gesehen hatte. Sie wohnte bei ihren Eltern in der Lukasiewicza-Straße 26 in Boryslaw. In Drohobycz beantragte sie eine Aufenthaltsgenehmigung und einen Pass, aber wartete wochenlang vergeblich.

Über Cousins kam sie in Kontakt mit der illegalen kommunistischen Gruppe in Boryslaw – sie wurde als „Berlinka“ [Berlinerin] vorgestellt, die in Deutschland im Gefängnis gewesen war. Bei Treffen wurde sie ausgefragt, wie es dazu kommen konnte, dass in Deutschland, dem Land mit der stärksten Arbeiterbewegung, die Nationalsozialisten an die Macht kommen konnten. Hilde kritisierte die Sozialdemokraten, aber auch die Politik der Kommunisten, die den größten Feind in den „Sozialfaschisten“ (gemeint waren damit die Sozialdemokraten) sah. Sie wurde deshalb als „Abweichlerin“ beschimpft. Kurze Zeit später wurde der deutsch-russische Nichtangriffspakt verkündet. Während die kommunistische Gruppe in Boryslaw Stalins angebliche Friedenspolitik verteidigte, kritisierte Hilde die russische Unterstützung für Hitlers Kriegsanstrengungen – mit dieser Kritik stand sie alleine da. Instinktiv verschwieg Hilde aber ihre Mitgliedschaft in der trotzkistischen Opposition – zu ihrem Glück.

Anfang September 1939 war es zu spät für eine Ausreise: deutsche Truppen besetzten Galizien, bevor sie sich einige Tage später zurückzogen und russische Truppen einmarschierten. Die örtlichen Kommunisten begrüßten die Rote Armee begeistert mit einer Demonstration, mit Liedern, Spruchbändern und Blumen. Die Begeisterung wich bei vielen aber schnell großer Ernüchterung: „Das Leben unter der russischen Besatzung war hart und trostlos. Es wurde eine strenge Arbeitsdisziplin eingeführt. Wenn ein Arbeiter dreimal zu spät kam, wurde er gefeuert. Auf Betriebsversammlungen forderten Arbeiter bessere Arbeitskleidung und humanere Arbeitsbedingungen, aber der, den sie zum Sprecher auserkoren hatten, wurde verhaftet und man sah ihn nie mehr wieder. Bald traute sich niemand mehr, solche elementaren Dinge anzusprechen, die in kapitalistischen Ländern zu den normalen Forderungen der Gewerkschaften gehörten und als legitime Streikgründe galten. Die Ingenieure aus Baku brachten ihre Familien mit. Die Russen zeigten sich erstaunt über den ‚hohen‘ Lebensstandard der polnischen Arbeiter. Wenn sie in deren Häuser kamen, glaubten sie, es seien ‚Bourgeois‘. Sogar einige der örtlichen Kommunisten waren bald von dem niedrigen Niveau der Russen enttäuscht.“ (Hilde Bergers Lebensgeschichte, in: Hesse, S. 38)

Um Essensmarken zu bekommen, musste wenigstens ein Mitglied einer Familie arbeiten. Für die Zuteilung der Arbeit war der Kommunist Rattner als Assistent des russischen Stadtkommandanten zuständig. Rattner hatte früher die kommunistische Gruppe in Boryslaw geleitet und betrachtete Hilde als Feindin. „Rattner verteilte die Arbeit auch an mich. Er … suchte für mich eine Arbeit als Mechanikergehilfin aus, was ich zu akzeptieren hatte. Um zu meiner Arbeitsstelle zu gelangen, musste ich fast fünf Kilometer einen Hügel hinaufgehen. Alle drei Wochen musste ich nachts arbeiten. Am Anfang hegten meine polnischen und ukrainischen Kameraden den Verdacht, ich sei eine russische Informantin, aber nach ein paar Monaten vertrauten sie mir und akzeptierten mich.“ (Lebensgeschichte, in: Hesse, S. 37f.)

Hilde Berger war mit Deutsch als Muttersprache aufgewachsen, obwohl ihre Eltern aus dem damals polnischen Galizien stammten. Ihre Mutter konnte zwar Polnisch, ihr Vater aber nur ein paar Brocken und es wurde kein Polnisch zuhause gesprochen. Hilde hatte auf der Schule und in Kursen Englisch und Französisch gelernt, so dass sie auch in diesen Sprachen korrespondieren konnte. Aber sie konnte weder Polnisch noch Russisch noch Ukrainisch. Während ihrer Arbeit lernte sie deshalb Ukrainisch mithilfe eines Lexikons und eines Schreibblocks und der Unterhaltung mit ihren Kollegen.

Als im Juni 1941 die Deutschen Russland angriffen, sind alle, die Kommunisten waren oder im Verdacht standen, Kommunisten zu sein, mit den Russen abgehauen … Die Russen haben sich nicht verteidigt. Sie sind sehr schnell abgezogen. Es gab aber nicht genügend Züge und Waggons. Für die Russen und ihre Familien wohl, aber die Leute aus dem Osten [gemeint ist Ostpolen] mussten warten, bis neue kamen. Mein Freund bat mich, auch wegzugehen. Er sagte: ‚Du darfst nicht bei den Nazis bleiben. Die werden dich umbringen.‘ Alle gingen nach Russland, auch mein Freund. Ich sagte: ‚Ich gehe nicht nach Russland. Ich denke, für mich ist es sicherer bei den Deutschen.‘“ (Hilde Berger, Gespräch, in: Hesse, S. 129). Russland war für Hilde Berger ein riesiges Gefängnis, das für sie als Trotzkistin den sicheren Tod bedeutet hätte. Sie konnte sich damals nicht vorstellen, dass die Deutschen sechs Millionen Menschen umbringen würden, nur weil sie Juden waren.

Der Beginn der deutschen Besatzung

Bevor die Sowjetfunktionäre und Russen in großer Eile aus Boryslaw abzogen, hatten sie alle Inhaftierten im NKWD-Gefängnis ermordet – manche offensichtlich vorher noch gefoltert. Aufgehetzt durch das Gerücht „Dies ist das Werk des jüdischen Bolschewismus“ verübten Ukrainer ein zweitägiges Pogrom an den Juden in Boryslaw. 193 Juden wurden auf dem jüdischen Friedhof beerdigt; die Zahl der Opfer war sicher noch größer. Hilde Berger wurde von einer ihrer Cousinen gebeten, mit ihr nach ihrem verschwundenen Ehemann zu suchen – sie fanden ihn inmitten der Haufen verstümmelter Leichen.

Die Wehrmacht setzte kurz danach einen „Judenrat“ ein. Die Aufgaben des Judenrates waren die Ausführung deutscher Befehle, vor allem die Bereitstellung von Arbeitskräften, die Einziehung von Kontributionen, die Selbstverpflegung der jüdischen Bevölkerung und die Einrichtung eines jüdischen Ordnungsdienstes. Der Vorsitzende des Judenrats, der Rechtsanwalt Michael Herz, kam eines Tages zu Hilde Berger. Jemand hatte Hilde in einer anonymen Postkarte denunziert, dass sie in Deutschland wegen politischer Betätigung im Gefängnis gesessen hatte. Die Postkarte erreichte aber nicht den Leiter der Schutzpolizei, weil ein Polizist die Postkarte unterschlagen hatte, um Schweigegeld vom Judenrat zu erpressen. Der Judenrat zahlte ihm dann auch tatsächlich eine Belohnung.

Direkt nach der Besetzung Galiziens sollten alle Unternehmen keine Juden mehr dauerhaft beschäftigen, was sich bald als undurchführbar herausstellte. Die bereits in den anderen Distrikten des Generalgouvernements geltende Zwangsarbeit für Juden wurde auch im neuen Distrikt Galizien eingeführt. Offiziell hatten die neu eingerichteten deutschen Arbeitsämter das Monopol auf die Zuweisung der Arbeitskräfte – tatsächlich aber bedienten sich Wehrmacht, Gestapo, ukrainische Stadtverwaltungen und andere Stellen willkürlich und ohne Entlohnung der jüdischen Arbeitskräfte.

Krank, alt oder ohne Arbeit war man jederzeit vom Tode bedroht. Ende November sollte der Judenrat eine Liste der Kranken und Arbeitsunfähigen erstellen: nach dieser Liste wurden in der sogenannten „Invalidenaktion“ am 28.11.1941 rund 700 Juden verhaftet und am nächsten Tag in den Wäldern von Truskawiec und Tustanowice von Polizisten (Gestapo, Schutzpolizei, ukrainische Polizei) erschossen. Hilde Berger war deshalb froh, dass sie beim Judenrat Boryslaw eine Arbeit als Schreibkraft mit geringer Entlohnung bekam. Ihre Eltern waren mittellos und ohne Einkommen; so konnte sie wenigstens einen kleinen Beitrag zur Linderung der größten Not der Familie leisten. Vom Judenrat wurde sie gelegentlich an das Arbeitsamt „ausgeliehen“ und dadurch dort als fähige Stenotypistin mit Deutsch als Muttersprache bekannt. Am 24.2.1942 schrieb Junge, Direktor der Gruppenverwaltung Drohobycz der Beskiden Erdöl-Gesellschaft, an den Kreishauptmann Drohobycz, den SS-Sturmbannführer Eduard Jedamzik, ein Gesuch zur „Beschäftigung der Jüdin Hilde Berger“: „Der Ausbau unseres Unternehmens verlangt die Beschäftigung weiterer reichsdeutscher Arbeitskräfte, insbesondere auch Stenotypistinnen … Das hiesige Arbeitsamt ist nicht in der Lage, uns für die Übergangszeit geeignete Arbeitskräfte zur Verfügung zu stellen. Es wurde uns lediglich die Jüdin Hilde Berger, geboren den 13.6.1914 in Berlin, als Stenotypistin empfohlen … Wir bitten Sie die Übersiedlungs-Genehmigung von Boryslaw nach Drohobycz zu erteilen“. Am 3.3.1942 verfügte der Leiter des Arbeitsamtes Drohobycz, Hellmut Bräunlich, dass Hilde Berger bei der Beskiden-Erdölgesellschaft in Drohobycz zu arbeiten habe. „Ich hatte den Betrieb darauf aufmerksam gemacht, daß ich nur noch Jüdinnen stellen könnte. Der Betrieb ist jedoch um die Arbeitskraft so sehr verlegen, daß er den Nachteil einer jüdischen Arbeitskraft in Kauf nehmen muß“. Hilde Berger musste für die Arbeit in der Verwaltung der Erdölgesellschaft aber von Boryslaw nach Drohobycz umziehen und sich schweren Herzens von ihren Eltern und ihrer Schwester trennen. Andererseits freute sie sich, in Drohobycz auf jüdische Intellektuelle zu treffen, mit denen man über Kunst und Literatur diskutieren konnte. Am tiefsten beeindruckte sie der Maler und Schriftsteller Bruno Schulz, der über seinen Lieblingsschriftsteller Franz Kafka, über Thomas Mann und andere deutsche Schriftsteller so kenntnisreich sprechen konnte. Das war ein kleiner Lichtblick in dieser trüben Zeit, in der sie gekennzeichnet mit dem Davidstern, entrechtet, gefährdet, unter primitivsten Bedingungen im jüdischen Wohnbezirk lebte.

Häufig musste sie in das Büro eines Deutschen gehen, um Akten zu ordnen oder ein Diktat aufzunehmen. Sie versuchte, dies möglichst in der Zeit zu tun, in der im Radio Nachrichten gesendet wurden. So erfuhr sie, was in der Welt passierte und wie die Kriegslage war.

Ihr drohte aber bald eine neue Gefahr: Direktor Junge hatte bei seinem Antrag auf ihre Beschäftigung versichert, dass „wir eine jüdische Arbeitskraft nur so lange beschäftigen, wie dies … notwendig ist und [bis] wir geeigneten Ersatz gefunden haben.“ (Schreiben vom 24.2.1942). Es gab Anzeichen dafür, dass Junge sie jetzt loswerden wollte.

Unter dem Schutz von Berthold Beitz

Am 6.8.1942 frühmorgens überfiel eine große Schar Polizisten Boryslaw. Geleitet wurden sie von einem SS-Kommando aus Lemberg unter SS-Obersturmführer Robert Gschwendtner – beteiligt waren die Sicherheitspolizei Drohobycz unter Hans Block, die Truppenpolizei Drohobycz (Reserve-Polizeibataillon 133) unter Ernst Lederer, die Schutzpolizei Boryslaw und Drohobycz und ukrainische Polizeieinheiten. Da sich herumgesprochen hatte, dass die Polizei am Vortag in Sambor, Turka und Umgebung rund vier- bis sechstausend Juden an einen unbekannten Ort deportiert hatte, waren viele Juden in Boryslaw vorher geflüchtet oder hatten sich versteckt. Daraufhin wurde die Aktion in Boryslaw zum Schein abgebrochen und die Aktion in Drohobycz durchgeführt. Das Ghetto Drohobycz („Lan“) wurde umstellt und rund 5.000 Juden zur Sammelstelle am Bahnhof getrieben. Inzwischen war ein Großteil der geflüchteten Juden aus Boryslaw zurückgekehrt, als gegen Abend die Aktion in Boryslaw fortgesetzt und rund 4.000 – 6.000 Juden festgenommen und in die Viehwaggons am Bahnhof getrieben wurden. Hilde Berger, die seit ein paar Monaten in Drohobycz wohnte, hatte große Angst um ihre Eltern und Schwester. Als Begleitung eines deutschen Angestellten der Karpathen-Öl AG erhielt sie eine Reiseerlaubnis nach Boryslaw. „Als ich am Haus meiner Eltern ankam, bestätigten sich meine Vorahnungen: Das Haus war leer, die Tür verriegelt und mit einem Zettel versehen, auf dem stand: >Reichsgut<. Ich ging zur Polizei und bat um Erlaubnis, das Haus betreten zu dürfen, aber der Polizeibeamte brüllte mich an: ‚Glaub nicht, weil du Deutsch sprichst, bist du besser als die anderen dreckigen Juden. Das nächste Mal bist du dran!‘“ (Hilde Bergers Geschichte, in: Hesse, S. 42).

Hilde Berger ging daraufhin zu Berthold Beitz, der ihr vom Namen her bekannt war. Berthold Beitz empfing sie mit den Worten, dass er von ihren Fähigkeiten als Sekretärin schon gehört habe und sie in seinem Büro gebrauchen könne. Sie würde dann unter seinem besonderen Schutz stehen und sicherer sein als in Drohobycz. Doch zuerst wollte sie wissen, wohin der Transport gegangen war. Beitz wusste es nicht, und auch der Judenrat wusste es damals noch nicht sicher. Beitz beschaffte ihr die Genehmigung, das Haus der Eltern betreten zu dürfen. „Mit großem Schmerz sah ich alles. Meine Mutter musste gerade dabei gewesen sein, das Sabbatmahl zu bereiten. Später hörte ich von Nachbarn, die sich versteckt hatten, dass mein Vater, als er mitbekam, was geschah, seinen Gebetsschal anlegte und zu Gott betete. Er hatte den Nachbarn gesagt, er würde sich nicht verstecken, weil er auf Gott vertraue und daran glaube, dass seine Familie sicher sei, da er immer gottesfürchtig und gesetzestreu gewesen sei. Leider half ihm Gott nicht. Ich durfte ein paar meiner persönlichen Sachen mitnehmen, dann wurde das Haus wieder versiegelt.“ (Hesse, S. 43). Erst Monate später erfuhr sie, dass die Transporte in das Vernichtungslager Belzec führten, wo alle Insassen des Zuges vergast worden waren.

Etwa zwanzig besonders wichtige Juden (z.B. Ärzte und Ingenieure) durften statt in der früheren Kaserne im sogenannten „Weißen Haus“, in einem abgetrennten Bereich auf dem Gelände des Zwangsarbeitslagers, wohnen – das „Weiße Haus“ bestand aber nicht aus einem, sondern drei Häusern, in denen die Insassen in eigenen Räumen schlafen und selbst kochen durften. Auch Hilde Berger und ihr Freund „Kuba“ wurden hier untergebracht, obwohl sie keine Spezialisten waren. Sie waren jetzt besser geschützt, aber trotzdem nicht sicher. Immer wieder führten Schutzpolizei und die SS Razzien im Lager durch. Die Insassen des Weißen Hauses teilten Beitz ihre Befürchtungen mit. Beitz vereinbarte deshalb mit dem Leiter der Schutzpolizei in Boryslaw, Wüpper, dass bei Aktionen ein Schutzpolizist beim Weißen Haus wachte, damit „kein Versehen“ passiere.

Hilde Berger arbeitete als zweite Sekretärin für Berthold Beitz, der nicht wollte, dass die jüdischen Angestellten in seinem Büro die Armbinde mit dem Davidstern trugen. SS-Obersturmführer Friedrich Hildebrand war „Judenreferent“ im Stab des SS- und Polizeiführers von Galizien, Fritz Katzmann. Anfang 1943 erschien Hildebrand zusammen mit einem weiteren SS-Offizier unangemeldet im Büro von Beitz, um den „Judeneinsatz“ zu kontrollieren. Hildebrand sah die attraktive Hilde Berger und fragte bei Beitz nach, ob er mit ihr einmal ausgehen könne. Als Beitz ihm sagte, dass Hilde Berger eine Jüdin sei, wurde Hildebrand wütend: er wusste nicht, dass Juden auch in der Verwaltung beschäftigt waren. Hildebrand verlangte die sofortige Entlassung aller Juden. Beitz erwiderte, dass diese Buchhalter und anderen Fachkräfte für ihn unersetzlich seien, vor allem Hilde Berger als Korrespondentin und Übersetzerin. Hildebrand gab nach, aber befahl Beitz, dass ab jetzt „alle Juden, die bei ihm arbeiten, das Kennzeichen tragen“. Das rettete Hilde Berger und den anderen jüdischen Angestellten in der Verwaltung das Leben. Für Beitz war dies ein erstes Zeichen, dass er Hildebrand in gewissem Umfang beeinflussen konnte. Hilde Berger aber trug nach dem Willen von Beitz bald keine Armbinde mehr, denn er wollte die Armbinde „in seinem Zimmer nicht sehen.“ (Zitate nach Sandkühler, S, 367). Offiziell wurde Hilde Berger in den Namenslisten der jüdischen Arbeiter und Angestellten der Karpathen-Öl in Boryslaw als Korrespondentin und Stenotypistin in der Abteilung Materialwirtschaft geführt (Liste vom 24.11.1943, S. 14, Nr. 641).

Im Sommer 1943 stellte Hilde Berger mit Schrecken fest, dass sie schwanger war. „Weil ich unter den gegebenen Umständen keinem Kind das Leben schenken wollte, entschloss ich mich zu einer Abtreibung. Wir hatten im Lager zwar einen Arzt, aber keinen Gynäkologen … Leider machte er keine gute Arbeit, das Blut war nicht zu stoppen. Kuba bekam Angst um mich, lief zu X [mit X ist Beitz gemeint] und bat ihn um Hilfe … Er sorgte dafür, dass einer seiner deutschen Angestellten mich in seinem eigenen Auto ins Krankenhaus nach Drohobytsch brachte. Dort wurde ich als Deutsche registriert, sofort als Notfall behandelt und dieses Mal wurde die Abtreibung fachmännisch und erfolgreich durchgeführt. Auf diese Weise hat X tatsächlich mein Leben gerettet, und das in einer Zeit, in der in Polen hunderttausende von Juden umgebracht wurden.“ (Hilde Bergers Lebensgeschichte, Hesse, S. 45)

Ab Sommer 1943 wurden immer mehr Zwangsarbeitslager für Juden liquidiert: auch die Arbeit der Karpathen-Öl AG bot keine wirkliche Sicherheit mehr. Viele Juden suchten deshalb nach einem Versteck: entweder in einem polnischen oder ukrainischen Haus, oder in einem Erdbunker im Wald. Für beides benötigte man Geld und Proviant. Oft wurden solche Verstecke entdeckt oder verraten. So war das Versteck von Dr. Goldman und anderen Mitgliedern des Judenrates aufgespürt worden – Beitz berichtete Hilde Berger, dass der Leiter der Schupo, Wüpper, damit prahlte, dass das Versteck entdeckt und alle an Ort und Stelle erschossen worden wären. Im Herbst 1943 lernte Hilde Berger im Büro einen Polen ungarischer Herkunft kennen, Meszarosz. Es hieß, er wäre ein führendes Mitglied der Armia Krajowa (der polnischen Untergrundarmee). Meszarosz spürte die Angst Hildes und bot ihr Hilfe an. Sie erzählte ihm von dem Plan, ein Versteck zu bauen, aber sie hätte kein Geld. Meszarosz sagte, er wisse, dass sie vielen Leuten unentgeltlich geholfen habe und jetzt selbst Hilfe verdient habe. Am nächsten Tag gab er ihr gegen Quittung 10.000 Zloty, die von der polnischen Exilregierung stammen würden. Falls sie mehr Geld brauche, solle sie sich wieder an ihn wenden. Hilde und ihr Freund Kuba konnten jetzt Material kaufen und mit dem Bau eines Verstecks beginnen. Im Winter wurde dies aber immer schwieriger und die Gefahr, entdeckt zu werden, stieg wegen der Spuren im Schnee. Die Schutzpolizei und die ukrainische Polizei suchten systematisch nach Verstecken und erschossen die Versteckten als „Partisanen“.

Beitz hatte ihr und anderen Juden in seinem Büro versprochen, sie rechtzeitig zu warnen, wenn die noch lebenden „Karpathen-Juden“ umgebracht werden sollten. Am 4.4.1944 wurde Beitz, als einziger Manager der Karpathen-Öl, zur Wehrmacht eingezogen – wahrscheinlich nach einer Denunziation durch einen anderen Deutschen. Es war Hilde Berger klar, dass sie jetzt untertauchen muss, aber ihr Versteck war noch nicht fertig.

Am 10. April wurden Boryslaw und Drohobycz das erste Mal bombardiert. Vier Tage später wurde das Lager Mrasznica morgens um 5 Uhr umstellt: unter Polizeibewachung wurden die Arbeiter zum Bahnhof getrieben und in Viehwaggons gepfercht. Es war zu spät; Flucht war unmöglich: zwei Juden, die auf dem Weg zum Bahnhof zu fliehen suchten, wurden sofort erschossen. Auch in Drohobycz wurde das Zwangsarbeitslager umstellt und geräumt: am 14.4.1944 traf der Transport mit 1.022 Juden aus den Lagern Boryslaw und Drohobycz im Konzentrationslager Plaszów bei Krakau ein. Auf Seite 24 der Zugangsliste findet man unter der Nummer 17 den Namen von Hilde Berger.

Auf Schindlers Liste

Einige Häftlinge hatten vorher gehört, dass die Arbeiter der Karpathen-Öl nach Jaslo gebracht werden sollten, um dort weiter für dieses Unternehmen zu arbeiten. Tatsächlich hatte die Karpathen-Öl für diesen Zweck auch Listen mit den Fachkräften aufgestellt, in der auch Hilde Berger genannt wurde. Auf diese Listen wurde aber beim plötzlichen Abtransport, von dem auch die Betriebsleiter in Boryslaw und Drohobycz überrascht wurden, keine Rücksicht genommen.

Groß war deshalb das Entsetzen, als die Zugfahrt nach einem Tag und einer Nacht ohne Essen statt in Jaslo in einem riesigen Lager endete, das von Elektrozäunen und Wachttürmen umgeben war, dem Konzentrationslager Plaszów. Geleitet wurde es vom berüchtigten SS-Untersturmführer Amon Göth, der als „Schlächter von Plaszow“ bezeichnet wurde. Im Sommer 1944 verzeichnete das Lager Plaszow mit etwa 25.000 die Höchstzahl internierter Häftlingen (20.000 Juden, 5.000 Polen).

Deutsches Konzentrationslager Plaszow (public domain)

Nach ihrer Ankunft mussten die jüdischen Gefangenen aus Boryslaw und Drohobycz einige Stunden auf einem großen Platz strammstehen. „Nach vielen Stunden erschien ein SS-Mann und brüllte, ob es jemanden unter uns gäbe, der Deutsch könne, Tippen und Stenografieren. Bevor ich etwas sagen konnte, wurde laut gerufen: ‚Hilde Berger, sie war die Sekretärin von Direktor [Beitz] in Boryslaw,‘ Der SS-Mann forderte mich auf, vorzutreten und fragte, ob das wahr sei. Dann sollte ich ihm folgen. Ich betrat ein Büro, wo ich einige jüdische Gefangene sah, die an Tischen saßen und arbeiteten. Ich wurde in einen Raum gebracht, wo ein SS-Mann in Uniform saß, Hauptscharführer Müller. Er war als Arbeitseinsatzführer für die Verteilung der Arbeit zuständig.“ (Hilde Bergers Lebensgeschichte, Hesse, S. 51)

Müller war ein ordinärer, ungebildeter Mann. Er blickte Hilde nicht an und sprach sie auch nie mit ihrem Namen an. Wenn er sie brauchte, brüllte er nur „Schreibkraft!“. Während des Diktats musste sie stehen. Hilde Berger verbesserte seine Berichte, weil sie voller stilistischer und grammatikalischer Fehler waren. Sie hatte Angst davor, für die Fehler verantwortlich gemacht zu werden. Als Müller das merkte, wurde er fuchsteufelswild. Hilde antwortete ihm ruhig, er wolle doch sicher nicht, dass fehlerhafte Berichte ins Hauptquartier geschickt würden, und er könne gerne ihre Korrekturen mithilfe eines Duden nachprüfen.

Müller musste regelmäßig Berichte über das Arbeitskräftepotenzial des Lagers nach Oranienburg schicken, dem Hauptquartier für alle Konzentrationslager. Als im Sommer ein großer Transport mit mehr als 2.000 ungarischen Juden in Plaszow eintraf, sortierte Müller die besonders arbeitsfähig Erscheinenden aus, die anderen wurden direkt erschossen. Im Anschluss diktierte Müller einen Bericht nach Oranienburg, in dem er mitteilte, dass 300 neue Arbeitskräfte ins Lager aufgenommen worden seien und 1.700 an Ort und Stelle liquidiert wurden.

Im Herbst 1944 musste Hilde Berger wie die anderen Stenotypistinnen viele Listen tippen – Listen mit Häftlingen, die zu Schindler gingen, und Listen mit denen, die für andere Orte vorgesehen waren. Das NSDAP-Mitglied Oskar Schindler hatte 1939 eine stillstehende Emaille-Fabrik bei Plaszow übernommen und später gekauft. Die Fabrik stellte 1942 auch Geschosshülsen her. Schindler erreichte mit gefälschten Papieren und Bestechungsgeldern, dass seine Fabrik als kriegswichtige Fabrik eingestuft wurde. Als die Evakuierung des Lagers Plaszow vorbereitet wurde, erhielt Schindler von der Zentralstelle in Oranienburg die Genehmigung, die Fabrik mit allen Maschinen und rund tausend jüdischen Zwangsarbeitern in Brünnlitz in der Tschechoslowakei weiter zu betreiben. Hilde Berger bemerkte in diesen Wochen, dass immer wieder SS-Leute versuchten, „ihre Juden“ auf die Schindler-Liste zu setzen. Diese SS-Leute machten das nicht aus humanitären Gründen, sondern weil sie wussten, dass der Krieg verloren war und sie sich für die Zeit danach ein Alibi als „Judenretter“ verschaffen wollten. Es war also klar, dass dieser Brünnlitz-Transport bessere Überlebenschancen bot. Hilde Berger setzte deshalb ihren Namen und die ihr bekannten Namen einiger anderer Juden aus Boryslaw auf die Schindler-Listen. Es gab mehrere Abschriften dieser Schindler-Liste: schließlich standen die Namen von 781 Männern und 297 Frauen darauf. In einer der alphabetischen Abschriften steht der Name von Hilde Berger unter Nummer 7 (Link Schindlers Liste, Auschwitz).

Der Transport Richtung Brünnlitz begann am 15.10.1944 und landete aber nicht in Brünnlitz: die Männer wurden in das KZ Groß-Rosen gebracht, während die Frauen nach Auschwitz-Birkenau transportiert wurden. Auschwitz-Birkenau war ein Transit- und Vernichtungslager. Als den Jüdinnen des Schindler-Transports ihre normale Kleidung abgenommen wurde, glaubten sie, dass jetzt ihre Reise zu Ende sei. Frauen, die ihnen ihre Kleidung abnahmen, sagten, dass alle Transporte mit einer Liste in die Gaskammern geschickt werden. Vier Wochen lang rechneten Hilde und die anderen Jüdinnen in Auschwitz täglich mit dem Gang in die Gaskammern, dann fuhr der Transport doch weiter nach Brünnlitz. Grund für die „Umleitung“ war eine Vorschrift der SS gewesen, dass Häftlinge bei einer Verlegung in ein anderes Lager erst in Quarantäne müssten, und in Groß-Rosen war kein Platz für die 300 Jüdinnen von Schindlers Liste gewesen. Oskar Schindler musste trotzdem mit weiteren Bestechungsgeldern nachhelfen, bis die Männer und Frauen schließlich nach Brünnlitz fahren durften.

Als ich nach Brünnlitz kam, hatte ich wieder Glück und wurde ins Büro geschickt. Da gab es sehr wenig zu tun. Schindler hatte einen cleveren und raffinierten Plan: Das Hauptprodukt, das er herstellen wollte, waren Flugabwehrgeschosse, glaube ich … Aber in Wirklichkeit wollte er das gar nicht. Er konnte immer sagen: ‚Dieses Material fehlt mir, jenes Material fehlt mir. Ich kann einfach nicht arbeiten.‘. Manchmal kamen Inspektionen von der Wehrmacht, nicht von der SS. … Er schaffte es immer, sich rauszureden. Er war ein guter Redner und clever. Er hat sie auch bestochen.“ (Gespräch, in: Hesse, S. 143)

Anfangs war die Versorgung gut, weil Schindler zusätzliche Nahrungsmittel aus Polen mit Lastwagen herbeibringen ließ. Das war ab Anfang 1945 nicht mehr möglich und man musste mit einer Hungerration auskommen: täglich ein winziges Stück Brot und morgens eine dünne Rote-Rüben-Suppe. Nachts träumte Hilde Berger von einem ganzen Laib Brot, von dem sie sich Scheibe für Scheibe abschneiden konnte.

Schindlers Fabrik in Brünnlitz, 2004 (public domain, Miaow Miaow)

Laufend drohten die SS-Leute und ihr Kommandant, ein junger, fanatischer Antisemit, dass sie bei Kriegsende alle Juden im Lager erschießen würden. Die jüdischen Häftlinge wählten daraufhin ein Komitee, das mit Schindler sprechen sollte. Schindler versicherte, dass er alle Juden im Werk retten wolle und auch Kontakt mit dem tschechischen Widerstand in Brünnlitz habe, die Waffen liefern wollten, wenn es nötig sei. Tatsächlich kam es anders: Kurz vor dem Kriegsende verschwanden die SS-Leute mit ihrem Kommandanten. Hilde Berger vermutete, dass Schindler sie auch bestochen hatte. Am 9. Mai 1945, nach der deutschen Kapitulation, rief Schindler alle in der Fabrik zusammen und verkündete, dass alle jetzt frei seien. Er bat darum, Ordnung und Disziplin aufrechtzuerhalten, bis man Identitätspapiere erhalten habe, mit denen man reisen konnte. Ein Lagerkomitee sorgte für Ordnung und Hilde Berger und andere tippten Identitätspapiere auf Tschechisch, Englisch und Polnisch, die mit dem Stempel des Bürgermeisters von Brünnlitz bestätigt wurden. Manche weinten, weil sie nicht wussten, wohin sie gehen sollten. Hilde beschloss wie die meisten, nach Polen zu fahren: Vielleicht waren ja noch einige Verwandte am Leben?

Kurzbiographie Hilde Berger

Hilde Berger, Folge 1
Hilde Berger, Folge 2
Hilde Berger, Folge 4 (in Vorbereitung)

 

 

Matrena, Vasili & Stefania Popel

– Text / Tekst in: Deutsch English Polski

[DE] Die Witwe Matrena Popel war 71 Jahre alt, als die Deutschen die Erdölstadt Boryslaw besetzten. Sie lebte in bescheidenen Verhältnissen, hatte einen Garten und eine kleine Landwirtschaft. Mit ihr im Haus lebten ihr Sohn Vasili und ihre Schwiegertochter Stefania. Vasili war Priester der griechisch-katholischen Kirche: einer Kirche mit orthodoxem Ritus, aber dem Papst als Oberhaupt, die auch verheiratete Männer als Priester zulässt. Vasilis Frau Stefania war eine junge Kindergärtnerin.

Zu ihren Nachbarn gehörte die dreiköpfige jüdische Familie Lippman: Abraham Lippman (Bauunternehmer und Sägewerksbesitzer), seine Frau Etka und ihr damals zehnjähriger Sohn Józef. Stefania und Etka waren befreundet. Als die Verfolgung und Ermordung der Juden in Boryslaw begann, mussten sich die Popels entscheiden, ob sie unter eigener Lebensgefahr ihren Nachbarn helfen und sie verstecken sollten. Sie entschieden dies gemeinsam – aus menschlichem Anstand, aus Freundschaft und aus christlicher Überzeugung.

Vasili wurde nach dem Krieg als Angehöriger der griechisch-katholischen Kirche verfolgt und zu Zwangsarbeit in Sibirien verurteilt. Er kam nach Kolyma – einem System von Arbeitslagern im Gebiet des Flusses Kolyma in Ostsibirien. Hunderttausende mussten dort bei arktischer Kälte unter unmenschlichen Bedingungen Zwangsarbeit leisten: über und unter Tage beim Goldschürfen, bei der Suche nach Zinn und Uran, beim Straßenbau, beim Holzfällen. Solschenizyn beginnt seinen autobiographischen Bericht „Archipel Gulag“ mit einem Prolog zu Kolyma. Nach Stalins Tod fiel Vasili unter eine Amnestie, aber war kein freier Mensch. Er musste in Kasachstan arbeiten, bis er endlich, als gebrochener Mann, 1957 zu seiner Familie zurückkehren konnte. Seine Frau Stefania verlor als Frau eines „Volksfeindes“ ihre Stelle als Leiterin eines Kindergartens. Auch nach dem „Tauwetter“ unter Chruschtschow wurden sie nicht rehabilitiert, sondern weiter ausgegrenzt, verdächtigt und benachteiligt. Nur mit Gelegenheitsarbeiten und den Erträgen aus ihrem Garten und der kleinen Landwirtschaft konnten sie überleben.

Die Rettung von Juden war wie der Holocaust selbst aus innen- und außenpolitischen Gründen ein Thema, das in der Sowjetunion weitestgehend tabuisiert wurde. Ihre 1943 geborene Tochter Orysia erfuhr das erste Mal nach der Rückkehr ihres Vaters, dass ihre Eltern Juden gerettet hatten.

Matrena, Vasili und Stefania waren bereits mehrere Jahre tot, als Yad Vashem ihnen 2003 posthum die Ehrung als „Gerechte unter den Völkern“ zuerkannte.

Kurzbiographie Matrena Popel
Kurzbiographie Vasili Popel
Kurzbiographie Stefania Popel

 

2004: Kolyma tin mine Butugycheg ruins

Kolyma: road and bridge works

[EN] The widow Matrena Popel was 71 years old when the Germans occupied the oil town of Boryslaw. She lived in modest circumstances, had a garden and a small farm. With her in the house lived her son Vasili and her daughter-in-law Stefania. Vasili was a priest of the Greek Catholic Church: a church with Orthodox rite, but with the Pope as its head, allowing married men as priests. Vasili’s wife Stefania was a young kindergarten teacher.

Among their neighbours was the three-member Jewish Lippman family: Abraham Lippman (building contractor and sawmill owner), his wife Etka and their then ten-year-old son Józef. Stefania and Etka were friends. When the persecution and murder of the Jews in Boryslaw began, the Popels had to decide whether, at the risk of their own lives, they should help their neighbours and hide them. They decided this together – out of human decency, friendship and Christian conviction.

Vasili was persecuted after the war as a member of the Greek Catholic Church and sentenced to forced labour in Siberia. He was sent to Kolyma – a system of labour camps in the Kolyma River region of Eastern Siberia. Hundreds of thousands were forced to work there in the Arctic cold under inhumane conditions: above and below ground in gold mining, in the search for tin and uranium, in road construction, in logging. Solzhenitsyn begins his autobiographical report „Archipelago Gulag“ with a prologue to Kolyma. After Stalin’s death, Vasili fell under an amnesty, but was not a free man. He had to work in Kazakhstan until finally, as a broken man, he was able to return to his family in 1957. His wife Stefania, the wife of an “enemy of the people”, lost her job as head of a kindergarten. Even after the „thaw“ under Khrushchev, they were not rehabilitated, but continued to be marginalized, suspected and disadvantaged. They could only survive with casual work and the income from their garden and small farming.

Like the Holocaust itself, the rescue of Jews was a topic that was largely taboo in the Soviet Union for reasons of domestic and foreign policy. Her daughter Orysia, born in 1943, was the first to learn after her father’s return that her parents had rescued Jews.

Matrena, Vasili and Stefania had already been dead for several years when Yad Vashem awarded them posthumous honors as „Righteous among the Nations“ in 2003.

Short biography Matrena Popel
Short biography Vasili Popel
Short biography Stefania Popel  

Seminar Przemysl; left:Vasili

Kindergarten Boryslaw with Stefania

2012: remnants of the stable / Reste des Stalls / resztki stajni

[PL] Wdowa Matrena Popel miała 71 lat, gdy Niemcy zajęli miasto ropy naftowej Borysław. Mieszkała w skromnych warunkach, miała ogród i małe gospodarstwo rolne. Z nią w domu mieszkał jej syn Wasilij i synowa Stefania. Wasilij był kapłanem kościoła greckokatolickiego: kościoła z obrządkiem prawosławnym z papieżem jako głową kościoła i żonatymi mężczyznami jako księżmi. Żona Wasilija, Stefania, była młodą nauczycielką w przedszkolu.

Wśród ich sąsiadów była trzyosobowa żydowska rodzina Lippmanów: Abraham Lippman (przedsiębiorca budowlany i właściciel tartaku), jego żona Etka oraz ich wtedy dziesięcioletni syn Józef. Stefania i Etka były przyjaciółkami. Kiedy zaczęły się prześladowania i mordowanie Żydów w Borysławiu, Popelowie musieli zdecydować, czy z narażeniem własnego życia powinni pomóc sąsiadom i ukryć ich. Zdecydowali o tym wspólnie – z ludzkiej przyzwoitości, przyjaźni i chrześcijańskiego przekonania.

Po wojnie Wasilij był prześladowany jako członek Kościoła Greckokatolickiego i skazany na pracę przymusową na Syberii. Został wysłany na Kołymę – systemu obozów pracy w rejonie rzeki Kołymy na Syberii Wschodniej. Setki tysięcy ludzi zostało zmuszonych do pracy w arktycznym mrozie w nieludzkich warunkach: nad i pod ziemią przy wydobyciu złota, w poszukiwaniu cyny i uranu, przy budowie dróg, przy wycince drzew. Sołżenicyn rozpoczyna swój autobiograficzny raport „Archipelag Gułag“ prologiem do Kołymy. Po śmierci Stalina, Wasilij został objęty amnestią, ale nie był wolnym człowiekiem. Musiał pracować w Kazachstanie, aż w końcu, jako złamany człowiek, mógł wrócić do rodziny w 1957 roku. Jego żona Stefania, żona „wroga ludu”, straciła pracę jako kierowniczka przedszkola. Nawet po „odwilży“ za Chruszczowa nie zostali zrehabilitowani, ale nadal byli marginalizowani, podejrzani i pokrzywdzeni. Mogli przetrwać tylko dzięki dorywczej pracy i dochodom z własnego ogrodu i drobnego rolnictwa.

Podobnie jak sam Holokaust, ratowanie Żydów było w Związku Radzieckim tematem, który ze względu na politykę wewnętrzną i zagraniczną był w dużej mierze tematem tabu. Ich córka Orysia, urodzona w 1943 roku, jako pierwsza po powrocie ojca dowiedziała się, że jej rodzice ratowali Żydów.

Matrena, Wasilij i Stefania nie żyli już od kilku lat, kiedy w 2003 roku Yad Vashem przyznał im pośmiertnie tytuł „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata“.

Krótka biografia Matreny Popel
Krótka biografia Vasilija Popela
Krótka biografia Stefanii Popel

certificate Matrena Popel

medal Matrena Popel

Sources: Yad Vashem Righteous database, M.31.2/9968/1; Kappeler, Geschichte der Ukraine; Snyder, Black Earth; Lipman, Memories
Photos: Private archive family Popel and descendants (5), wikimedia commons cc (2), Hasbron-Blume (3)

Józefek, Bronislaw & Maria († 1943)

– Text / Tekst in: Deutsch English Polski

[DE] Am 16.12.1943 wurden in Lemberg und anderen galizischen Städten Plakate aufgehängt mit einer Bekanntmachung des SS- und Polizeiführers Galizien. In drei Sprachen (deutsch, ukrainisch, polnisch) wurde verkündet, dass ein Standgericht der Sicherheitspolizei und des SD 55 Menschen zum Tode verurteilte. Das Plakat trug das Datum 14.Dezember. 30 Verurteilte waren noch am demselben Tag erschossen worden, die anderen 25 wurden als Geiseln festgehalten: für jeden Angriff auf einen Angehörigen der Besatzungsmacht in den nächsten drei Monaten sollen zehn Geiseln hingerichtet werden! Zu diesen Geiseln gehörten Maria und Bronislaw Józefek (auf dem Plakat: Josefek) – ihr Verbrechen: sie hatten Juden vor der Vernichtung geschützt. Laut Bericht des polnischen Untergrunds für die Woche vom 12.-19.12.1943 wurde am 15 .Dezember der Deutsche Theodor Matt, der zur Organisation Todt gehörte, getötet. „Als Antwort darauf hat die Polizei zum ersten Mal Galgen aufgebaut. An der Stelle, an der der Deutsche getötet wurde, in der Zadwórzańskastraße, hat man am 17.12. um 9 Uhr zwei Menschen aufgehängt und fünf erschossen. Die Schilder an den Galgen wiesen auf den Pflasterer Józefek hin, bei dem man in der letzten Woche 30 Juden in Kellern gefunden hat, und auf Berdolak Kazimierz …Maria Józefek wurde wahrscheinlich mit zwei anderen weiblichen Geiseln im Gefängnis selbst ermordet.

Wer waren die insgesamt 32 Juden, die von den Józefeks versteckt wurden? 26 von ihnen gehörten zur sogenannten Todesbrigade, die in der Nacht zum 20.11.1943 geflohen war. Die meisten Mitglieder der Todesbrigade waren beim Fluchtversuch gefasst und erschossen worden – dieser erstaunlich großen Gruppe aber gelang die Flucht und sie wurden dann von den Józefeks verborgen. Nur zwei Wochen später wurde ihr Versteck verraten und von der Polizei ausgehoben. Wiederum gelang es dieser Gruppe, die Polizisten bei der Festnahme zu überraschen und zu fliehen, zusammen mit zwei weiteren Juden. Wo sich diese Gruppe in den nächsten Monaten aufgehalten hat, ist nicht bekannt. Die Beschaffung von Nahrungsmitteln und überhaupt das Überleben in einer feindlichen städtischen Umgebung waren extrem schwierig. Im Mai 1944 wurden die Gruppe auf dem Jüdischen Friedhof entdeckt, von der Gestapo umzingelt und ermordet.

Die Erinnerung an den Holocaust lebt nicht von der unfassbar großen Zahl der Opfer, sondern davon, dass man möglichst vielen Ermordeten wieder einen Namen, ein Gesicht, eine Geschichte gibt. Auch die Geschichte der Retter wird untersucht, gewürdigt und mit einer Biographie weiter erzählt. Was aber ist mit den Menschen, die retten wollten und dafür selbst ermordet wurden? Sie sind meist vergessen, haben keine Namen, keine Gesichter, keine Biographien. So gibt es auch keine öffentliche Erinnerung an das ermordete Retterpaar Józefek. Wir wollen in den nächsten Monaten mit einigen Biographien – so kurz und bruchstückhaft sie sein mögen – an diese Helden der Menschlichkeit erinnern.

Kurzbiographie Eheleute Józefek
Bekanntmachung SSPF Galizien 14.12.1943
Wochenbericht des Polnischen Widerstands 12.-19.12.1943

[EN] On 16 December 1943 posters were put up in Lviv and other Galician cities with an announcement of the SS and police leader Galicia. It was announced in three languages (German, Ukrainian, Polish) that a summary court of the Security Police and the SD sentenced 55 people to death. The poster was dated December 14. 30 condemned were shot the same day, the other 25 were held hostage: for every attack on a member of the occupying forces in the next three months, ten hostages are to be executed! Among these hostages were Maria and Bronislaw Józefek (on the poster: Josefek) – their crime: they had protected Jews from extermination. According to the report of the Polish underground for the week of 12-19 December 1943, the German Theodor Matt, who belonged to the Organisation Todt, was killed on 15 December. „In response to this, the police built gallows for the first time. At the place where the German was killed, in Zadwórzańskastreet, two people were hanged and five were shot on 17.12. at 9 o’clock in the morning. The plates on the gallows pointed to the paver Józefek (they had found 30 Jews in his cellars last week) and to Berdolak Kazimierz …“ Maria Józefek was probably murdered with two other female hostages in the prison itself.

Who were the 32 Jews in total who were hidden by the Józefeks? 26 of them belonged to the so-called death brigade, which had fled on the night of 20 November 1943. Most of the members of the Death Brigade had been caught and shot while trying to escape – but this amazingly large group managed to escape and were then hidden by the Józefeks. Only two weeks later their hiding place was revealed to the police. Again this group, together with two other Jews, managed to surprise the police during the arrest and escaped. It is not known where this group stayed in the following months. It was extremely difficult to obtain food and to survive in a hostile urban environment. In May 1944 the group was discovered in the Jewish cemetery, surrounded by the Gestapo and murdered.

The memory of the Holocaust does not live from the unbelievably large number of victims, but from giving as many murdered people as possible a name, a face, a story again. The story of the rescuers is also examined, honoured and further told with a biography. But what about the people who wanted to save and were murdered themselves in return? They are mostly forgotten, have no names, no faces, no biographies. So there is also no public memory of the murdered rescuer couple Józefek. In the coming months we want to remember these heroes of humanity with some biographies – as short and fragmentary as they may be.

Short biography couple Józefek
Announcement SSPF Galicia 14.12.1943
Weekly report Polish resistance 12.-19.12.1943

[PL] 16 grudnia 1943 r. we Lwowie i innych miastach Galicji pojawiły się plakaty z ogłoszeniem szefa SS i Policji Galicji. Ogłoszono w trzech językach (niemieckim, ukraińskim i polskim), że sąd doraźny Policji Bezpieczeństwa i SD skazał na śmierć 55 osób. Plakat nosił datę 14 grudnia. Jeszcze tego samego dnia rozstrzelano 30 skazanych, pozostałych 25 było przetrzymywanych jako zakładnicy: za każdy atak na członka sił okupacyjnych w ciągu najbliższych trzech miesięcy miało zostać rozstrzelanych dziesięciu zakładników! Wśród tych zakładników byli Maria i Bronisław Józefkowie (na plakacie: Josefek) – ich przestępstwo: chronili Żydów przed eksterminacją. Według raportu polskiego podziemia z 12-19 grudnia 1943 roku, 15 grudnia zginął Niemiec Theodor Matt, członek organizacji Todt. „W odpowiedzi na to, policja po raz pierwszy zbudowała szubienice. 17.12 o 9 rano, w miejscu, w którym zginął Niemiec, na Zadwórzańskiej, powieszono dwie osoby, a pięć rozstrzelano. Tablice na szubienicy wskazywały na brukarza Józefka, u którego w piwnicach, w zeszłym tygodniu, znaleziono 30 Żydów oraz na Berdolaka Kazimierza…„. Maria Józefek została zamordowana najprawdopodobniej w więziemiu z dwoma innymi zakładniczkami.

Kim byli Żydzi (łącznie 32), którzy byli ukrywani przez Józefków? 26 z nich należało do tzw. Brygady Śmierci, która uciekła w nocy z 20 listopada 1943 roku z obozu Janowska we Lwowie. Większość członków Brygady Śmierci została podczas próby ucieczki złapana i rozstrzelana – ale tej zadziwiająco dużej grupie udało się uciec, a następnie została ukryta przez Józefków. Zaledwie dwa tygodnie później ich kryjówka została ujawniona policji. I znów ta grupa, wraz z dwoma innymi Żydami, zdołała zaskoczyć policję podczas aresztowania i udało jej się uciec. Nie wiadomo, gdzie grupa zatrzymała się w ciągu najbliższych miesięcy. Niezwykle trudno było zdobyć jedzenie i przeżyć we wrogim środowisku miejskim. W maju 1944 r. grupa została odkryta na cmentarzu żydowskim, otoczona przez gestapo i zamordowana.

Pamięć o Holokauście trwa nie z powodu niewiarygodnie dużej liczby ofiar, ale z powodu nadania możliwie jak największej liczbie zamordowanych imion, twarzy, historii. Również losy ratujących są badane, honorowane i dzięki biografiom dalej opowiadane. Ale co z ludźmi, którzy chcieli ocalić i sami zostali zamordowani? Są w większości zapomniani, nie mają imion, twarzy, biografii. Tak więc nie ma też publicznej pamięci o zamordowanym małżeństwie Józefków. W najbliższych miesiącach chcemy przypominać tych bohaterów ludzkości biografiami – choćby krótkimi i fragmentarycznymi, tak jak to będzie możliwe.

Krótka biografia pary małżeńskiej Józefek
Obwieszczenie SSPF Galicja 14.12.1943 r.
Sprawozdanie situacyjne za tydzień od 12-19.XII.1943

Nachwort / Afterword / Słowo końcowe

[DE] Leon Weliczker, ein Überlebender der Todesbrigade, schrieb in seinem Tagebuch alle Namen auf, wie er sie gehört und behalten hatte. So nennt er den Leiter der Aktion 1005 in Galizien Scherlock – es handelte sich um den SS-Untersturmführer Walter Schallock. Weliczker hat bei der Veröffentlichung seiner Erinnerungen bewusst auf die Korrektur der Namen verzichtet – er wollte sie in dem Text so lassen, wie er sie damals gehört hatte. Wojciech Kalwinski, sein Retter, berichtete ihm im Dezember 1943 von der Verhaftung und Ermordung der Nachbarn mit dem Namen Juzek, die Juden versteckt hatten. Wir konnten bei unseren Recherchen aber keine Informationen zu einer Familie Juzek in Lemberg finden.

Der junge ukrainische Historiker Taras Martynenko machte dann die entscheidende Entdeckung: ein Lagebericht des polnischen Widerstands in Lemberg schildert die Verhaftung und Erhängung eines Józefek wegen Judenbeherbergung. Mit dem Ehepaar Juzek in dem Buch von Weliczker ist ziemlich sicher das Ehepaar Józefek gemeint: Der Name klingt ähnlich (ein „ó“ im Polnischen wird ausgesprochen wie ein [u]), es ist derselbe Zeitraum (erste Dezemberhälfte 1943) und derselbe Haftgrund (Beherbergung von rund 30 Juden). Wir danken Taras für diese Entdeckung und die Übermittlung des entsprechenden Wochenberichts des polnischen Widerstands.

Außerdem danken wir herzlich dem ukrainischen Historiker Andrij Usach vom Museum „Territorium des Terrors“ in Lemberg, der das Bekanntmachungsplakat mit den Namen der Verurteilten Maria und Bronislaw Josefek ermittelte.

[EN] Leon Weliczker, a survivor of the Death Brigade, wrote down all the names in his diary as he had heard and kept them. This is why he calls the leader of Action 1005 in Galicia Scherlock – it was SS-Untersturmführer Walter Schallock. Weliczker deliberately refrained from correcting the names when publishing his memoirs – he wanted to keep them in the text as he had heard them at that time. Wojciech Kalwinski, his savior, told him in December 1943 about the detention and murder of the neighbors named Juzek, who had been hiding Jews. However, we could not find any information about a Juzek family in Lviv at that time.

The young Ukrainian historian Taras Martynenko then made the decisive discovery: a situation report of the Polish resistance in Lviv describes the arrest and hanging of a Józefek for harbouring Jews. The Juzek couple in Weliczker’s book is almost certainly the Józefek couple: the name sounds similar (an „ó“ in Polish is pronounced like a [u]), it is the same time period (first half of December 1943) and the same reason for imprisonment (harbouring about 30 Jews). We thank Taras for this discovery and for providing the corresponding weekly report of the Polish resistance.

We would also like to thank the Ukrainian historian Andrij Usach from the Museum „Territory of Terror“ in Lviv, who found the announcement poster with the names of the condemned Maria and Bronislaw Josefek.

[PL] Leon Weliczker, ocalały z Brygady Śmierci, zapisywał wszystkie nazwiska w swoim dzienniku, tak jak je słyszał i zapamiętał. Lidera Akcji 1005 w Galicji nazywa Scherlock – a był to SS-Untersturmführer Walter Schallock. Weliczker celowo powstrzymał się od korygowania nazwisk przy publikowaniu swoich wspomnień – chciał je zachować w tekście, tak jak je wówczas słyszał. Wojciech Kalwiński, jego wybawca, powiedział mu w grudniu 1943 r. o aresztowaniu i zamordowaniu sąsiadów imieniem Juzek, którzy ukrywali Żydów. Nie udało nam się jednak znaleźć żadnych informacji o rodzinie Juzków we Lwowie w tym czasie.

To młody ukraiński historyk Taras Martynenko dokonał decydującego odkrycia: raport sytuacyjny polskiego ruchu oporu we Lwowie opisuje aresztowanie i powieszenie Józefka za ukrywanie Żydów. Małżeństwo Juzków w książce Weliczkera jest niemal na pewno małżeństwem Józefków: nazwa brzmi podobnie (po polsku „ó“ wymawia się jak [u]), jest to ten sam okres (pierwsza połowa grudnia 1943) i ten sam powód uwięzienia (ukrywanie około 30 Żydów). Dziękujemy Tarasowi za to odkrycie i za przesłanie nam odpowiedniego raportu polskiego ruchu oporu.

Dziękujemy również ukraińskiemu historykowi Andrijowi Usachowi z Muzeum „Terytorium terroru“ we Lwowie, który stworzył plakat ogłoszeniowy z nazwiskami skazanych Marii i Bronisława Josefków.

Wojciech, Katarzyna & Kazimierz Kalwinski

– Text / Tekst in: Deutsch English Polski

[DE] Wojciech Kalwiński, ein Bauer in der Nähe von Lemberg, versteckte während der deutschen Besatzung 24 Juden. „Weihnachten [1943] kam näher, und die Lage änderte sich immer noch nicht. Es wurde von Tag zu Tag schwerer, für so viele Menschen Lebensmittel zu beschaffen, ohne Aufsehen zu erregen. Unser Hausherr [Kalwinski] gab bei der Behörde an, sein Bulle sei krank geworden und habe getötet und vergraben werden müssen. Der Staat hatte nämlich alles Vieh registriert und wenn etwas geschlachtet wurde, so mußte das Fleisch abgeliefert werden. Die Bauern gebrauchten deshalb vielfach diese Ausrede. Verkauften sie dann das Fleisch, so wurden sie häufig erwischt und bestraft. In unserem Falle kam dies jedoch nicht in Frage, denn Kalwiński pökelte das Fleisch des Bullen restlos ein, und wir hatten auf diese Weise den ganzen Winter etwas zu essen und konnten sogar Weihnachten festlich begehen. (Weliczker, Ein Sohn Hiobs, S. 244f.)

In den letzten Monaten der Besatzung wechselte häufig der Frontverlauf, und damit Hoffnung und Verzweiflung der eingeschlossenen Juden und die Furcht der Retterfamilie. Immer wieder fanden Haussuchungen nach Juden statt: „Die ganze Nachbarschaft wurde gründlich durchgekämmt, nur unser Haus blieb wieder verschont. Der Grund war, daß Kalwiński Vorsitzender des Bauernverbandes war und diesen bei den deutschen Dienststellen vertrat.(ebda., S. 245)

Ganz zum Schluss wurde die Lage besonders brenzlig: „Lemberg wurde Frontstadt, und es wimmelte von deutschen Soldaten. Unser Stall sollte für irgendetwas … hergerichtet werden, und sie wollten schon den ganzen Fußboden herausreißen, unter dem wir saßen. Wir konnten die ganze Diskussion darüber mitanhören. Wie gelähmt saßen wir da und starrten in die Dunkelheit unseres Kellers. Gerade begannen sie mit den Arbeiten, als plötzlich der Befehl zum Abrücken kam. Wieder einmal wurden wir in letzter Sekunde gerettet.“ (ebda., S. 246)

Retterfamilie Wojciech Kalwinski

[EN] Wojciech Kalwiński, a farmer near Lviv, hid 24 Jews during the German occupation. “Christmas, 1943, was approaching now. It was getting harder for our host Kalwinski to obtain a large enough food supply for so many people without calling attention to the size of the purchases.” (Weliczker, Janowska Raod, p. 235) “Our landlord [Kalwinski] told the authorities that his bull fell ill and had to be killed and buried. The state had registered all the cattle, and when something was slaughtered, the meat had to be delivered. The farmers therefore often used this excuse. If they then sold the meat, they were often caught and punished. In our case, however, this was out of the question, because Kalwiński cured the bull’s meat completely, and in this way we had something to eat all winter long and could even celebrate Christmas.” (Weliczker, Ein Sohn Hiobs, p. 244f. – own translation)

In the last months of the occupation the course of the front changed frequently, and with it the hope and despair of the trapped Jews and the fear of the family of rescuers. Again and again house searches for Jews took place: “All the houses in the neighborhood were very thoroughly searched except our house, and this was due only to the fact that our host was the chief representative of the local farmers to the German officials.” (Weliczker, Janowska Raod, p. 236)

At the very end the situation became particularly precarious: “Lvov had now become the front line. One day we heard many German soldiers come into the stable. They were going to use it … they planned to pull out the whole floor above aus. We heard the entire discussion. We sat paralyzed, staring into the darkness of the basement.The work began; then suddenly an order came for the soldiers to move out. Again we were saved at the last second.(Weliczker, Janowska Raod, p. 236f.)

rescue family Wojciech Kalwinski

[PL] Wojciech Kalwiński, rolnik spod Lwowa, ukrył w czasie okupacji niemieckiej 24 Żydów. „Zbliżały się święta [1943], a sytuacja wciąż nie ulegała zmianie. Każdego dnia coraz trudniej było zdobyć jedzenie dla tak wielu ludzi bez wywoływania podejrzeń. Nasz gospodarz [Kalwiński] powiedział władzom, że jego byk zachorował i musiał zostać zabity i pochowany. Państwo rejestrowało całe bydło, więc kiedy coś zostało ubite, mięso musiało być oddane. Dlatego też rolnicy często korzystali z tej wymówki. Jeśli następnie sprzedawali mięso, często byli łapani i karani. W naszym przypadku jednak nie było to możliwe, ponieważ Kalwiński całkowicie wyleczył mięso byka i w ten sposób mieliśmy coś do jedzenia przez całą zimę i mogliśmy nawet świętować Boże Narodzenie.” (Weliczker, Ein Sohn Hiobs, s. 244f.)

W ostatnich miesiącach okupacji przebieg frontu często się zmieniał, a wraz z nim nadzieja i zwątpienie zamkniętych Żydów oraz strach rodziny ratujących. Raz po raz miały miejsce przeszukiwania domów w poszukiwaniu Żydów: „Cała okolica została dokładnie przeczesana, tylko nasz dom znowu został oszczędzony. Powodem było to, że Kalwiński był przewodniczącym związku rolników i reprezentował ich w urzędach niemieckich“. (ibid., s. 245)

Na samym końcu sytuacja stała się szczególnie niepewna: „Lwów stał się miastem frontowym, a w nim roiło się od żołnierzy niemieckich. Nasza stajnia miała być na coś przygotowana… a oni chcieli zerwać całą podłogę, pod którą siedzieliśmy. Słyszeliśmy całą dyskusję na ten temat. Siedzieliśmy tam, gapiąc się w ciemności naszej piwnicy jak sparaliżowani. Właśnie zaczynali pracę, gdy nagle przyszedł rozkaz przeniesienia się. Po raz kolejny zostaliśmy uratowani w ostatniej sekundzie.“ (ibid., s. 246)

Rodzina Wojciecha Kalwińskiego

Katarzyna Kalwinska with the rescued Edmund and Fryderyka Kessler

1984: Kazimierz Kalwinski receives the certificate for his parents

Namen / names / nazwy (Kommentar / comment)

[DE] Liste der Geretteten: Die Namen in dem Buch von Weliczker Wells und in der Liste von Yad Vashem unterscheiden sich sehr. Das hat folgende Gründe: 1. Weliczker hat die Namen aus seinem Gedächtnis und nach Gehör aufgeschrieben. Er hat dies in den Buchveröffentlichungen nicht mehr geändert, „weil ich alle Daten so lassen wollte, wie sie mir zu jener Zeit bekannt waren“. 2. In der Liste von Yad Vashem werden die Namen verwendet, die die Personen zur Zeit des Anerkennungsverfahren der Kalwinskis trugen. Diese meist deutschen oder polnischen Namen hatten sich aber bei Naturalisation in Polen, Israel und den USA, sowie durch Personenstandsänderungen (Heirat) häufig geändert. Die Liste von Yad Vashem ist deshalb „aktueller“. Allerdings enthält sie nicht den Namen von Moses Korn, der wenige Monate nach der Befreiung an Krebs starb.

[EN] List of the rescued: The names in Weliczker Wells‘ book and Yad Vashem’s list are very different. The reasons for this are as follows: 1) Weliczker wrote down the names from his memory and by ear. He did not change this in the book publications „because I wanted to keep all the data as I knew them at that time“. 2) In the list of Yad Vashem, the names used are those which the persons bore at the time of the Kalwinski recognition procedure. However, these mostly German names had changed frequently during naturalisation in Poland, Israel and the USA, as well as through changes in marital status (marriage). The list of Yad Vashem is therefore „more up-to-date“. However, it does not contain the name of Moses Korn, who died of cancer a few months after liberation.

[PL] Lista uratowanych: Nazwiska w książce Weliczkera Wellsa i lista Yad Vashem są bardzo różne. Powody są następujące: 1) Weliczker spisał nazwiska z pamięci i ze słuchu. Nie zmienił tego w publikacjach książkowych, „ponieważ chciałem zachować wszystkie dane tak, jak je wtedy znałem“. 2) Na liście Yad Vashem używane są nazwiska, które te osoby nosiły w czasie procedury uznania Kalwinskiego. Te przeważnie niemieckie nazwiska zmieniały się jednak często podczas naturalizacji w Polsce, Izraelu i USA, a także poprzez zmiany stanu cywilnego (małżeństwo). Lista Yad Vashem jest zatem „bardziej aktualna“. Nie zawiera ona jednak nazwiska Mojżesza Korna, który zmarł na raka kilka miesięcy po wyzwoleniu.

Photos: Yad Vashem, IPN/USHMM

Leon Weliczker Wells (1925-2009)

– Text / Tekst in: Deutsch English Polski

[DE] Sechzehn Jahre alt war Leon Weliczker, als deutsche Truppen am 30.6.1941 in die Hauptstadt Ostgaliziens, Lemberg, einmarschieren. Pogrome, Kennzeichnung der Juden mit dem Judenstern, Vertreibung der Juden in Judenwohnbezirke, Razzien mit Ermordung vieler Juden, Hunger, willkürliche Gewalt und Zwangsarbeit bestimmen den Alltag in den ersten Monaten. Er ist noch nicht siebzehn, als er am 2. März 1942 in dem berüchtigten Zwangsarbeitslager Janowska in Lemberg inhaftiert wird. Entkräftet und an Typhus erkrankt soll er im Juni 1942 erschossen werden. Mit viel Glück entkommt er und flieht in seine Geburtsstadt Stojanow, wo er wiederum Zwangsarbeit leisten muss. Als er von der Ermordung seiner Eltern und anderer Verwandter in Lemberg hört, unternimmt er einen Selbstmordversuch, von dem ihn sein Onkel abbringt. Seine beiden jüngeren Brüder sind jetzt alleine im Ghetto in Lemberg – Leon Weliczker beschließt im Dezember 1942, nach Lemberg zurück zu gehen und seine Brüder zu beschützen. Vergeblich – in der Nacht vm 31. Mai 1942 werden Leon und seine Brüder bei einer Großrazzia der SS im Ghetto gefangen genommen. Zwei Tage später erlebt Leon die Ermordung seiner kleinen Brüder. Er selbst wird der „Todesbrigade“ der Aktion 1005 zugeordnet, die alte Massengräber ausheben und die Leichen verbrennen muss. Über diese Monate in der Todesbrigade führt Leon Tagebuch – eines der wichtigsten und erschütterndsten Dokumente über den Holocaust.

In der Nacht vom 19. auf den 20. November 1943 versucht die Todesbrigade zu fliehen. Gleich zu Beginn schlägt einer der wachhabenden Schutzpolizisten Alarm: die meisten Häftlinge werden deshalb schon in der Fluchtnacht gefasst und erschossen. Leon Weliczker findet Zuflucht bei dem Bauern Kalwiński, der insgesamt 24 Juden versteckt, die alle überleben. Beim Einmarsch der Roten Armee war der zwanzigjährige Leon einziger Überlebender einer Familie mit 76 Mitgliedern – eingeschlossen seine Eltern, sechs Geschwister, Onkel und Tanten und Kusinen.

Kurzbiographie Leon Weliczker Wells
Auszüge aus Weliczker Wells, Ein Sohn Hiobs

1944 Janowska Recherchen

1946 Cover Brygada smierci

[EN] Leon Weliczker was sixteen years old when German troops marched into the capital of eastern Galicia, Lemberg, on 30 June 1941. Pogroms, marking the Jews with the Jewish Star, expulsion of the Jews to Jewish residential districts, raids with the murder of many Jews, hunger, arbitrary violence and forced labour determined everyday life in the first months. He was not yet seventeen when he was imprisoned on 2 March 1942 in the notorious Janowska forced labour camp in Lviv. Disempowered and suffering from typhus, he is to be shot in June 1942. With a lot of luck he escapes and flees to his hometown Stoyanow, where he again has to do forced labour. When he hears of the murder of his parents and other relatives in Lviv, he attempts suicide, which his uncle dissuades him from. His two younger brothers are now alone in the Lviv ghetto – Leon Weliczker decides in December 1942 to go back to Lviv and protect his brothers. In vain – in the night of 31 May 1942 Leon and his brothers are captured in the ghetto during a major SS raid. Two days later Leon witnesses the murder of his little brothers. He himself is assigned to the „death brigade“ of Action 1005, which has to dig old mass graves and burn the bodies. Leon keeps a diary about these months in the death brigade – one of the most important and shocking documents about the Holocaust.

In the night from November 19 to 20, 1943, the death brigade tries to flee. Right at the beginning one of the Schupo guards sounds the alarm: most prisoners are caught and shot during the night of escape. Leon Weliczker finds refuge with the farmer Kalwiński, who hides a total of 24 Jews, all of whom survive. When the Red Army invaded, 20-year-old Leon was the sole survivor of a family of 76 members – including his parents, six siblings, uncles and aunts and cousins.

short biography Leon Weliczker
Excerpts from Weliczker Wells, The Janowska Road

[PL] Leon Weliczker miał szesnaście lat, gdy 30 czerwca 1941 roku wojska niemieckie wkraczają do stolicy wschodniej Galicji, Lwowa (Lemberg). Pogromy, naznaczanie Żydów Gwiazdą Żydowską, wypędzanie ich do żydowskich dzielnic mieszkaniowych, łapanki z mordem wielu z nich, głód, samowolna przemoc i praca przymusowa zdeterminowały codzienne życie w pierwszych miesiącach. Nie miał jeszcze siedemnastu lat, gdy 2 marca 1942 roku został uwięziony w osławionym obozie pracy przymusowej Janowska we Lwowie. Osłabiony i cierpiący na tyfus, ma zostać rozstrzelany w czerwcu 1942 roku. Na szczęście udaje mu się uciec. Przybywa do rodzinnego Stojanowa, gdzie znów musi wykonywać pracę przymusową. Kiedy dowiaduje się o zabójstwie rodziców i innych krewnych we Lwowie, postanawia popełnić samobójstwo, od czego odwodzi go ostatecznie wujek. Jego dwaj młodsi bracia są teraz sami w lwowskim getcie – Leon Weliczker postanawia w grudniu 1942 roku wrócić do Lwowa i chronić swoich braci. Na próżno – w nocy z 31 maja 1942 r. Leon i jego bracia zostają schwytani w getcie podczas wielkiej łapanki SS. Dwa dni później Leon przeżywa zamordowanie swoich młodszych braci. On sam zostaje przydzielony do „Brygady ŚmierciAkcji 1005, która ma odkopywać stare masowe groby i palić ciała. Leon prowadzi pamiętnik o tych miesiącach w „brygadzie śmierci” – jeden z najważniejszych i najbardziej wstrząsających dokumentów o Holokauście.

W nocy z 19 na 20 listopada 1943 roku „brygada śmierci“ podejmuje próbę ucieczki. Jednak już na samym jej początku jeden ze strażników wszczyna alarm: jeszcze tej nocy większość więźniów zostaje złapanych i rozstrzelanych. Leon Weliczker znajduje schronienie u rolnika Kalwińskiego, który ukrywa w sumie 24 Żydów, z których wszyscy przeżyli. Gdy wkroczyła tam Armia Czerwona 20-letni Leon był jedynym ocalałym z rodziny liczącej 76 członków – w tym jego rodziców, sześcioro rodzeństwa, wujków i ciotek oraz kuzynów.

Krótka biografia Leona Weliczkera Wellsa
Fragmenty z Weliczker Wells, Brygada śmierci

Quellen / Sources / Źródła: Leon W. Wells, Ein Sohn Hiobs, München 1963 (The Janowska Road / Brygada śmierci); Andrej Angrick: „Aktion 1005“, Göttingen 2018

Anna Makar (1918-1996)

 – Text / Tekst in Deutsch / English / Polski

[DE] Anna Makar versteckte mit ihrem Mann Roman 13 Juden unter ihrem Haus. Ihre ständige Aufgabe und Sorge war es, genügend Lebensmittel für alle zu besorgen ohne aufzufallen. Jurek Rotenberg berichtet: „Ich erinnere mich, dass sie um das Haus herumging und heimlich zig Kilo Proviant und andere Vorräte „schleppte“, was äußerst gefährlich und schwierig war.

Doch reichte das nicht aus. Anna Makar beauftragte ihre Schwestern, mit Lebensmittelkörben vorbeizukommen, und traf sich insgeheim einmal pro Woche mit Anna Rotenbergs ehemaligem Dienstmädchen Stephania, um zusätzliche Vorräte zu besorgen. Sie alle begaben sich in Gefahr.

Zur Sowjetzeit wurde darüber geschwiegen, dass man Juden gerettet hatte. In der Makar-Familie aber wurden den Kinder und Enkeln vom Holocaust berichtet. Yura Ilkiv, der Enkel von Roman und Anna Makar: „Früher gingen wir mit unseren Kindern in den Wald. Unsere Großeltern zeigten uns Orte, an denen Juden lebendig begraben waren. Die Erde hatte sich noch mehrere Tage lang bewegt. Das sind Massengräber, Erdhügel.

Warum erzählten Roman und Anna Makar nicht anderen von ihren Rettungstaten? Die Nachfahrin Karen Bijkersma schreibt dazu: „Die Makars waren griechisch-katholisch. Sie gingen zur Kirche, heirateten kirchlich, ließen sich taufen usw. Ich glaube, das gab ihnen ihren moralischen Kompass. Als meine Tante Jura Ilgiv fragte, warum niemand darüber gesprochen habe, sagte er: „Gott weiß es“. Sie fühlten sich nur Gott gegenüber verantwortlich.

Kurzbiographie Anna Makar

[EN] Anna Makar and her husband Roman hid 13 Jews under their house. It was a constant effort on Anna’s part to find enough food for everyone without raising suspicion. Jurek Rotenberg: “I remember her going around the house and “schlepping” tens of kgs of provisions and other supplies clandestinely, which was extremely dangerous and difficult.”

However, this was not enough. Anna Makar recruited her sisters to come by with baskets of food, and secretly met up with Anna Rotenberg’s former maid Stephania once a week for extra supplies. They all put themselves in danger.

During the Soviet era it was kept a secret about saving Jews. But in the Makar family, children and grandchildren were told about the Holocaust. Yura Ilkiv, the grandson of Roman and Anna Makar: “We used to go to the forest with our children. Our grandparents people showed us places where Jews were buried alive. The earth was still moving for several days. These are mass graves, mounds of earth.”.

Why didn’t Roman and Anna Makar tell others about their acts of rescue? The descendant Karen Bijkersma writes about this: “The Makars were Greek Catholic. They went to church, got married and baptised and so on. I think this gave them their moral compass. When my aunty asked Yura Ilgiv … why no one talked about this he said that “God knows”. They were answerable to God only.

short biography Anna Makar

[PL] Anna Makar wraz ze swoim mężem Romanem ukrywała pod swoim domem 13 Żydów. Jej stałym zadaniem i troską było zdobywanie wystarczającej ilości jedzenia dla wszystkich, bez zwracania na siebie uwagi. Jurek Rotenberg relacjonuje: „Pamiętam, że chodziła wokół domu i potajemnie „taszczyła“ dziesiątki kilogramów prowiantu i innych zapasów, co było niezwykle niebezpieczne i trudne.”

Ale to nie wszystko. Anna Makar poinstruowała swoje siostry, by przychodziły z koszami jedzenia, a żeby zdobyć dodatkowe zapasy, spotykała się potajemnie raz w tygodniu z byłą pokojówką Anny Rotenberg Stephanią. Oni wszyscy narażali się na niebezpieczeństwo.

W czasach sowieckich milczano o tym, że ratowano Żydów. Ale w rodzinie Makarów dzieciom i wnukom opowiadano o Holocauście. Jura Ilkiv, wnuk Romana i Anny: „Dawniej chodziliśmy z naszymi dziećmi do lasu. Nasi dziadkowie pokazywali nam miejsca, gdzie chowano Żydów żywcem. Ziemia poruszała się jeszcze wiele dni. To są masowe groby, kopce ziemi.

Dlaczego Roman i Anna Makarowie nie opowiadali innym o swoich czynach? Ich potomkini Karen Bijkersma pisze: „Makarowie byli greko-katolikami. Chodzili do kościoła, brali ślub w kościele, zostali ochrzczeni itp. Myślę, że to dało im ich moralny kompas. Kiedy moja ciocia zapytała Jurę Ilgiva , dlaczego nikt o tym nie mówił, powiedział: „Bóg wie“. Oni czuli się odpowiedzialni tylko przed Bogiem.

krótka biografia Anna Makara

 

Roman Makar (1914-2004)

Makar family 14.10.1943

Ukrainian national house 1939

 – Text / Tekst in Deutsch / English / Polski

[DE] Ivan Makar, seine Frau Anna und seine Kinder Roman, Bogdan und Irena waren bekannt als ukrainische Nationalisten. Ivan war als Besitzer einer Ölgesellschaft ein wohlhabender Mann. Er stiftete ein „Ukrainisches Haus“ in Boryslaw, weil die lokalen Ukrainer im Unterschied zu anderen Nationalitäten kein eigenes Zentrum hatten. Später beauftragte er auch den Bau eines „Ukrainischen Hauses“ in Schodnica, seinem neuen Wohnsitz. Die Makars waren also für einen unabhängigen ukrainischen Staat, der aber Angehörige anderer Nationalitäten nicht ausschließen sollte. Unter den Menschen vor dem Ukrainischen Haus, die man auf dem Foto aus dem Jahre 1939 sieht, befindet sich so auch die Jüdin Frau Kupferman, die eine der dreizehn geretteten Juden war.

Nach der Besetzung Ostgaliziens verstaatlichten die Sowjets 1939 alle Ölfirmen. Um nicht als „Bourgeois“ nach Sibirien deportiert zu werden, verzichteten die Makars auf den Besitz eines Hauses, rissen ein großes Nebenhaus ab, und veräußerten die Hälfte ihres Vermögens zu einem Spottpreis. Ivan und sein Sohn Roman arbeiteten weiter als Ingenieure in der Ölindustrie. Als untentbehrliche Fachleute und bekannte Nationalisten wurden die Makars dann auch während der deutschen Besatzung nicht zur Zielscheibe – Ivan Makar war zeitweise ukrainischer Bürgermeister mit Büro im selben Verwaltungsgebäude, in dem auch Berthold Beitz saß.

Ivan Makar und sein Sohn Roman waren eng befreundet mit der jüdischen Familie Freund und dem jüdischen Arzt Dr. Elkan Harmelin, der ihr Hausarzt war. Als Dr. Harmelin Ivan Makar um Hilfe und Versteck bat, konnte ihm Ivan selbst diese nicht geben, da er als Bürgermeister unter ständiger Beobachtung war. Aber er bat seinen Sohn Roman darum, der einwilligte. Roman und seine Frau Anna bereiteten ein Versteck unter dem Erdgeschoss ihres Hauses vor. Als Rita Harmelin in das Versteck kam, stellte sie zu ihrer Überraschung fest: „Es waren da unten eine Menge Bücher. Roman muss es geplant haben. Es gab eine jüdische Bibliothek, die liquidiert worden war. Einige wurden wahrscheinlich auf die Straße geworfen. Es gab noch viele mit dem Stempel aus der Bibliothek. Einige der wunderbarsten Bücher, die ich in meinem Leben gelesen habe.“

(Danke für die Unterstützung an Karen Bijkersma, Urenkelin Ivan Makars, die ein Buch zu diesem Thema vorbereitet)
Kurzbiographie Roman Makar

[EN] Ivan Makar, his wife Anna and children Roman, Bogdan and Irena were known as Ukrainian nationalists. Ivan was a wealthy man as the owner of an oil company. He donated a “ Ukrainian House“ in Boryslav because, unlike other nationalities, local Ukrainians did not have their own centre. Later he also commissioned the construction of a „Ukrainian House“ in Schodnica, his new residence. The Makars were thus in favour of an independent Ukrainian state, which, however, should not exclude members of other nationalities. Among the people seated in front of the Ukrainian House, which can be seen on the photo from 1939, is the Jewish woman Mrs. Kupferman, who was one of thirteen Jews saved by Roman and hiw wife Anna Makar.

After the occupation of eastern Galicia, the Soviets nationalized all oil companies in 1939. In order not to be deported to Siberia as „bourgeois“, the Makars disowned one house, destroyed a large outbuilding, and sold half of their property for a ridiculous price. Ivan and his son Roman continued working as engineers in the oil industry. As essential workers and well-known nationalists, the Makars were not targeted during the German occupation – Ivan Makar was the Ukrainian mayor for a time, with an office in the same administration building as Berthold Beitz.

Ivan Makar and his son Roman were close friends with the Jewish family Freund and the Jewish doctor Dr. Elkan Harmelin, who was their family doctor. When Dr. Harmelin asked Ivan Makar for help and hiding, Ivan could not offer him this, as he was under constant observation as mayor. But he asked his son Roman, who agreed. Roman and his wife Anna prepared a hiding place under the floor of their house. When Rita Harmelin came to the hiding place, she found to her surprise: “There were a lot of books under there. Roman must have planned it. There was a Jewish library that was liquidated. Some were probably thrown out onto the street. There were a lot still with the stamp from the library. Some of the most wonderful books I read in my life.”

(Thanks for the support to Karen Bijkersma, great-granddaughter of Ivan Makar, who is working on a book on this topic)
short biography Roman Makar

[PL] Iwan Makar, jego żona Anna i dzieci: Roman, Bogdan i Irena byli znani jako ukraińscy nacjonaliści. Ivan, jako właściciel firmy naftowej, był bogatym człowiekiem. Ufundowal w Borysławiu „Dom Ukraiński“, ponieważ w odróżnieniu od innych narodowości, miejscowi Ukraińcy nie mieli własnego ośrodka. Później zlecił także budowę „Domu Ukraińskiego“ w Schodnicy, swoim nowym miejscu zamieszkania. Makarowie opowiedzieli się więc za niepodległym państwem ukraińskim, które jednak nie powinno wykluczać członków innych narodowości. Wśród osób stojących przed Domem Ukraińskim na zdjęciu z 1939 roku, jest także Żydówka pani Kupferman, która jest jedną z trzynastu Żydów uratowanych przez Romana i jego żonę Annę Makar.

Po zajęciu Galicji Wschodniej, w 1939 roku Sowieci znacjonalizowali wszystkie firmy naftowe. Aby nie zostać deportowanym na Syberię jako „burżuje“, Makarowie zrzekli się własności domu, zburzyli duży dom pomocniczy i sprzedali połowę swojej własności za śmieszną cenę. Ivan i jego syn Roman kontynuowali pracę jako inżynierowie w przemyśle naftowym. Jako niezbędni pracownicy i znani nacjonaliści Makarowie nie byli obiektem ataków i nie mieli żadnych problemów podczas okupacji niemieckiej – Iwan Makar przez pewien czas był burmistrzem ukraińskim, z biurem w tym samym budynku administracyjnym co Berthold Beitz.

Ivan Makar i jego syn Roman byli blisko zaprzyjaźnieni z żydowską rodziną Freund i żydowskim lekarzem dr. Elkanem Harmelinem, który był ich lekarzem rodzinnym. Kiedy dr Harmelin poprosił Iwana Makara o pomoc i ukrycie, Iwan nie mógł mu tego zaoferować, ponieważ był pod stałą obserwacją jako burmistrz. Ale poprosil o to swojego syna Romana, a ten się zgodził. Podobno Roman był już na to przygotowany. On i jego żona Anna przygotowywali już kryjówkę pod podłogą swojego domu. Kiedy Rita Harmelin przyszła, stwierdziła: „Tam na dole było dużo książek. Roman musiał to zaplanować. Była tam żydowska biblioteka, która została zlikwidowana. Niektóre książki zostały prawdopodobnie wyrzucone na ulicę. Było jeszcze wiele z pieczątką z biblioteki. Jedne z najwspanialszych książek, jakie w życiu przeczytałam.“

[Dziękuję za wsparcie Karen Bijkersma, prawnuczki Iwana Makara, która pracuje nad książką na ten temat]
krótka biografia Romana Makara

House and bunker (Photos: private archive Karen Bijkersma)

Donata Helmrich (1900-1986)

In Berlin, 1945/1946

Donata Helmrich, Susanne Altmann

 – Text / Tekst in Deutsch / English / Polski

[DE] In der Reichskristallnacht versteckten Eberhard und Donata Helmrich jüdische Freunde in ihrem Haus. Sie wollten einfach als normale, anständige Menschen leben. Cornelia Schmalz-Jacobsen schreibt über die Entscheidung, die ihre Eltern dann treffen mussten: weitermachen oder aufhören?

Ich weiß nicht, wer von beiden die folgende sarkastische Rechnung aufmachte – ich schätze, es war Donata, weil es ihrem grimmigen Sinn für Humor entspricht: Sollten sie beide sterben müssen, hätten aber zuvor zwei Menschen gerettet, dann wären sie »quitt mit Hitler«. Jede weitere Rettung aber schlüge als »Reingewinn« auf ihrer Habenseite zu Buche. Fest steht, dass sie dieses Privatduell mit Hitler haushoch gewonnen haben… Die Gefahr für sie selbst war allerdings immer bedrohlicher geworden, trotzdem fiel der lapidare Satz: »Besser, unsere Kinder haben tote Eltern als feige Eltern«. Für Donata und Eberhard hatte diese Erkenntnis etwas Befreiendes, sie hatten damit eine Barriere hinter sich gelassen.“  Cornelia Schmalz-Jacobsen, Zwei Bäume in Jerusalem, S. 46

Kurzbiographie Donata Helmrich

[EN] During the Reichskristallnacht Eberhard and Donata Helmrich hid Jewish friends in their house. They simply wanted to live as normal, decent people. Cornelia Schmalz-Jacobsen writes about the decision that their letters had to make: continue or give up?

„I don’t know which one came up with the following sarcastic calculation. I assume it was Donata because it sounds like her grim sense of humor. If they both had to die, but had saved two lives before their deaths, then they were „even with Hitler“. Each additional person saved, however, would appear on the credit side of the ledger as „clear profit“. What is certain is that they won this private duel with Hitler hands down… All those years they were in even more danger. In spite of that they’d say, „Better for our children to have dead parents than cowardly ones“. This thought had a sort of liberating effect on Donata and Eberhard; they had left one hurdle behind them.”  Cornelia Schmalz-Jacobsen, Two Trees in Jerusalem, p. 49f.

short biography Donata Helmrich

[PL] W czasie Nocy kryształowej Eberhard i Donata Helmrich ukrywają w swoim domu żydowskich przyjaciół. Oni po prostu chcieli żyć jak normalni, przyzwoici ludzie. Cornelia Schmalz-Jacobsen pisze o decyzji, jaką musieli podjąć: kontynuować czy przestać?

„Nie wiem, kto z nich dwojga dokonał tej sarkastycznej kalkulacji- zgaduję, że to była Donata, bo to pasuje do jej ponurego poczucia humoru: gdyby oboje zginęli, to przecież wcześniej uratowali dwie osoby, byliby „z Hitlerem kwita“. A każdy kolejny ratunek byłby „zyskiem netto“ po ich stronie. Pewne jest to, że wygrali ten prywatny pojedynek z Hitlerem… Niebezpieczeństwo stawało się dla nich samych coraz bardziej groźne, mimo to padło takie lapidarne zdanie: „Lepiej, żeby nasze dzieci miały martwych rodziców niż tchórzliwych rodziców“. Dla Donaty i Eberharda zrozumienie tego miało w sobie coś wyzwalającego, zostawili za sobą barierę strachu.”  Cornelia Schmalz-Jacobsen, Zwei Bäume in Jerusalem, S. 46

krótka biografia Donata Helmricha

Yad Vashem (photo 2016)

« Ältere Beiträge